Amate, o Sorelle carissime, le vostre Regole, essendo tutte, senza eccettuarne una, dirette al vostro maggior bene spirituale, alla Gloria di Dio e al vantaggio dei prossimi. Osservatele sì, amorosamente e con tutta attenzione.

S. Maddalena di Canossa
Santi e…
Madre Erminia Cazzaniga - missionaria nel Timor l'Este Proveniente dall'Italia, ha vissuto quasi 40 anni in Timor l'Este. ? stata una guida e consigliera saggia dei giovani. Il parrocco Martinho Gusmao disse di lei: "? stata superiora a Manatuto, citt? tra Baucau e la capitale Dili quando io l'ha incontr? per prima volta. Ho visitato il paese e assieme al vescovo ci siamo fermati dalle suore per un caffé". S. Erminia amata da tutti per la sua sincerit? e il senso di umore, rideva e scherzava del vescovo nonostante il suo serio ruolo e nonostante egli ricevette il premio Nobel. Per sor. Erminia, che lo conosceva da quando egli era un giovane seminarista, vescovo  Belo era uno delle persone eccellenti cui crescita lei sosteneva. Il ruolo di sor. Erminia stava prima di tutto  - disse padre Martinho - nell "incoraggiare uomini di buona volont?". Quel giorno si percepiva un clima di tensione. Sor. Erminia fece capire che la violenza dei soldati ? aumentata. Tuttavia in quel momento nessuno poteva immaginarsi che cos?  amabile Sorella, tra qualche mese sarebbe diventata une delle vittime di questa violenza. Il giorno 27 settembre 1999 viene uccisa assieme alla consorella di nome Celeste de Carvalho, nel momento in cui ambedue portavano il cibo ai profughi che si nascondevano dagli estremisti. Nell'ultima lettera al Parrocco scrisse: "Caro don Parrocco, saprai gi? certamente dalle notizie che ci troviamo in stato di piena guerra... I gruppi formati e sostenuti dai milizianti attaccano e distruggono il Paese.... La nostra missione oggi qui consiste non solo nell'aiutare, come dice san Paolo, ma piangere con quelli che piangono,  condividere i beni con chi ? nel bisogno e confermare nella speranza e fiducia in Dio Padre che non abbandona i suoi figli.... Maria, Madre di Ges? e nostra, ci ottienga presso il Figlio il prodigio della pace, l'unita e l'amore reciproco". Uniamoci alla preghiera di sor. Erminia chiedendo affinché, attraverso il sacrificio del sangue di numerosi testimoni della fede, il suo paese ritorni alla riconciliazione, pace e sapienza del dialogo.
Più
Sorelle Erminia Cazzaniga e Celeste de Carvalho - le martiri canossiane Assassinate vicino Dili, la capitale del paese, il 27 settembre 1999, durante gli disordini scoppiati dopo il referendum circa la decisione di riacquisto dell'indipendenza del Timor l'Este. I corpi degli uccisi (con le Sorelle erano altre sette vittime)  erano in uno stato tale che si decise del funerale immediato. Esso ebbe luogo a Los Palmos, il luogo del massacro. La famiglia di sor. Erminia Cazzaniga chiese di portare le sue salmi in patria cio? in Italia. Durante il funerale degli uccisi - sorelle Erminia e Celeste, tre seminaristi, giovane studente di teologia, due ragazzine orfane e il reporter di un giornale giapponese - il vescovo Basilio Do Nascimento disse: "Perché hanno uciso queste persone? Noi non lo sappiamo. Loro erano qui per aiutare ognuno. Non erano i nostri nemici". Ambedue le sorelle furano educatrici dei giovani, piene di entusiasmo per loro. Dedicavano il tempo e l'attenzione a loro anche dopo la scuola. In quel giorno funesto le sorelle erano pienamente consapevoli del pericolo. Ciononostante sono andate per portare cibo e medicine alle persone scappate nelle montagne per fuggire dalla crudelt? degli squadristi, mentre questo aiuto era gravemente proibito dagli ultimi. In commemorazione dell'offerta della loro vita ai estremamente bisognosi, a Dili venne aperto il centro nominato "Giustizia e pace". L'obiettivo di questo centro ? la promozione delle persone con la fondazione dei nuovi posti di lavoro come tra l'altro la costruzione delle nuove scuole e degli ospedali. Nell'anno 2000 le Sorelle Erminia e Celeste ricevettero da parte della fondazione "Giustizia e pace" il titolo postumo "Servitores Pacis".    
Più
Madre Dalisay Lazaga (1940-1971) - Serva di Dio, dalle Filippine Nacque a Balibago, quartiere della città Santa Rosa nelle Filippine, il giorno 17.03.1940 come Maria Dalisay Lazaga, figlia di Roque'a i Julii Alinsod, come l'ultima di cinque figli. Suo padre venne ucciso durante l'occupazione giapponese delle Filippine (1942-1945).Quando Dalisay compie 8 anni muore anche sua mamma. Da quel tempo si prende cura di lei sua sorella maggiore, Teofila. 19.03. 1960 Dalisay riceve il titolo di maestra nelle scenze di educazione. Con una gioia immensa il giorno 10.04. 1962 , a San Paolo, inizia a lavorare come l'insegnante e insieme inizia l'aspirantato nell'Istituto delle Suore canossiane. Dopo otto mesi parte per l'Australia per entrate nel noviziato a Oxley (Brisbane). 2.02.1966r. emmette i suoi primi voti religiosi e fa anche le sue promesse private davanti a Maria Santissima. Con il tempo la sua salute si indebolisce a tal punto che doveva sottomettersi alle analizi. In ottobre 1970, nella clinica a Manila viene riconosciuto che Dalisay si trova nello stato avanzato del cancro. Il suo confessone che desiderava che ella giungesse alla santità, le disse tutta la verità della sua malattia. Due grandi lacrime appaiono nei suoi occhi ee essa disse: "Volevo lavorare ancora tanto nell'Istituto, ma,, grazie, padre, così io mi preparerò".   --------------------------------------- Jest 15. 01.1971r. Dalisay składa swe śluby wieczyste w Singian Clinic. Ostatnie 10 dni "zaświadczają" o cudach, jakie Pan sprawiał w tej duszy, nim wezwał ją do Siebie. Analizując swe życie wspomina Dalisay jak w dzień jej 30-tych urodzin ktoś w sposób żartobliwy powiedział jej te słowa: "już czas rozpocząć życie apostolskie!". Wówczas odpowiedziała: "Tak, tak, czuję, że dokładnie tak będzie.". Wokół niej oddycha się "rajskim powietrzem!", stwierdzają wszyscy ją odwiedzający. Wszystkich obdarowuje uśmiechem i krótkim przesłaniem, które od razu wnika w głębię serca. Na kilka dni przed śmiercią, która nadeszła 30.01.1971r., s. Dalisay, wymawiając po raz pierwszy słowo "rak", oświadcza, że jest szczęśliwa, ponieważ akceptując, cierpiąc i umierając z powodu tego raka, odczuwa, iż daje Zgromadzeniu to z siebie, co najlepsze. Słowo "rak", które powtarza czterokrotnie, ujawnia wysiłek jej heroicznego przekraczania siebie. Siostrze towarzyszącej jej w ostatnich chwilach powierza swój sekret, że oddała się Panu Bogu jako Ofiara za Zgromadzenie. Następnie wypowiada wzruszające słowa wdzięczności Jezusowi za dar powołania, bez którego nie doświadczyłaby piękna życia miłością dla Niego. Poleca współsiostrom, żeby utwierdzały powołanie u dziewcząt, gdyż jest to najpewniejszą drogą do osiągnięcia prawdziwego szczęścia. "Jezus jest dla mnie wszystkim" to pieśń wypływająca z serca s. Daliasy podczas jej niedługiego życia. Bazuje ona na jednej cnocie, na cnocie miłości, mieszczącej w sobie wszystkie inne cnoty. Świadectwo życia s. Dalisay jest drogocenną perłą dla Zgromadzenia i dla całego Kościoła. Może być wzorem dla tego, kto pragnie kroczyć śladami Chrystusa oraz św. Magdaleny di Canossa, by osiągnąć świętość nie jako coś dodatkowego, lecz jako obowiązek. Wszakże świętość jest celem, więc trzeba do niego dążyć z całym zaangażowaniem wszystkich swych sił i uzdolnień.
Più
madre Teresa Pera (1870-1938) - Serva di Dio Nacque a Torino 19.02.1870r. Będąc jeszcze młodziutką dziewczynką, ujawnia szczególną czułość do ubogich i cierpiących, którym okazuje konkretne wyrazy pomocy. W wieku 25 lat wstępuje do Zgromadzenia Sióstr Kanosjanek. Jej wędrówka przez życie umiejscawia się pomiędzy Turynem a Mediolanem, jednakże pomiędzy te punkty geograficzne włącza się etap 32 lat życia na dalekim Wschodzie. Po kilkakrotnej prośbie wyjazdu na misje, 17.10.1900r. zostaje wysłana wraz z trzema współsiostrami do Hong Kongu. Dosyć szybko rozpoczyna swe "białe męczeństwo", powodowane rozwijającym się nowotworem gardła, trwającym przez niemal 20 lat aż do jej śmierci. Jako nauczycielka i Przełożona prowadzi lekcje w szkole i konferencje dla współsióstr. Jej dotknięte rakiem gardło sprawia niesamowity ból przy każdym słowie. To w tym kontekście jej cnoty dochodzą stopniowo do najwyższego stanu heroiczności. Udziela się wszystkim i we wszystkim z pełną podziwu dyspozycyjnością. Zadziwia swą pogodną dobrocią i delikatnością w słuchaniu problemów innych ludzi. Poprzez całe swe życie na różne sposoby udowadnia, że Chrystus jest jej jedynym wzorem. Upodabnia się do niego przez mężne znoszenie swych cierpień, nie pozwalając sobie na żadne przywileje, przynależące jej z powodu postępującego nowotworu. Aż do ostatnich dni życia wskazuje na Ukrzyżowanego, który nie cofnął się przed męką krzyża, by tylko dać poznać innym szaloną miłość Boga Ojca do każdej osoby ludzkiej.  
Più
Madre Fernanda Riva (1920-1956) - Venerabile, "missionaria della gioia" przychodzi na świat 17.04.1920r. w Monza we Włoszech. Gdy ma zaledwie 3 miesiące, umiera jej 33 letni ojciec, w wyniku komplikacji po przebytej operacji. Czwórką dzieci zajmuje się odtąd tylko matka. Półtora roku później umiera jedno z dzieci, malutka Erminia. Fernanda już od swego dzieciństwa ujawnia umiejętność odważnego przyjmowania choroby i cierpienia. Dzięki wierze swej matki osiąga wysoki poziom formacji chrześcijańskiej. Wzrasta z rosnącym pragnieniem poświęcenia się Bogu. W 1938r., uczestnicząc w ceremonii wręczenia Krzyża misyjnego grupie misjonarzy, odczuwa Boże wezwanie do misji. 19.03.1939r. wstępuje do kanosjańskiego Nowicjatu Misyjnego w Vimercate, a już 18 października tego samego roku zostaje posłana do stanu Belgaum w Indiach. Ma wówczas 19 lat i 6 miesięcy. W Indiach dopełnia formację nowicjacką oraz podejmuje studia. Zdobywa wysokie wykształcenie i w niedługim czasie jej polem działania staje się szkoła na peryferiach Bombaju, Mahim, z 2000 dziewcząt, pochodzących z różnych kast, mówiących różnymi językami i przesiąkniętych trudnymi do wykorzenienia przesądami. S. Fernanda szybko staje się osobą jednoczącą grono o tak kontrastujących ze sobą cechach. Z entuzjazmem podejmuje współpracę z dziewczętami, z rodzicami i z całymi rodzinami. Po zajęciach lekcyjnych poświęca swój wolny czas uczennicom mniej zdolnym i bardziej ubogim. Licznie uczęszczającym do szkoły wyznawczyniom religii hindi i islamu przedstawiała piękno moralności zapisanej w ich religii, i na tej bazie formowała dziewczęta do postawy uczciwości i szacunku wobec każdego człowieka. W wieku 30 lat życia zostaje dyrektorką Uniwersytetu w Alleppey w stanie Kerala. Obdarzona ogromnymi zdolnościami intelektualnymi, z wielką łatwością prowadzi zarządzanie szkołą, uposażając ją w pomoce naukowe i w bibliotekę. Jednocześnie bez reszty poświęca swe naturalne dary oraz wykształcenie, do integralnej formacji osobowej każdej ze swych uczennic. Z mądrą łagodnością prowadzi je ku pełnej dojrzałości ludzkiej i chrześcijańskiej. Dla poszerzenia zasięgu działań wychowawczych nauczała jednocześnie wybrane nauczycielki, przekazując im uniwersalne wartości ewangeliczne. Pomimo wielu darów, jakie posiadała, nigdy nie okazała nawet cienia dumy. Wychowawcy i nauczyciele byli pod wrażeniem jej ogromnej pokory, przebijającej z jej posługi innym. Bardzo uzdolniona, a zawsze otwarta, w postawie słuchania, gotowa uczyć się od innych. Z równą łatwością potrafi przebywać z ludźmi światłymi, jak i z niewykształconymi. Szybko zaczyna być nazywana "misjonarką radości"; pełna radości wewnętrznej pochodzącej od Boga, "zaraża" nią wszystkich, którzy ją spotykają. Współsiostry poświadczały o jej wszechobecnym optymizmie ujawniającym się w pracy, we wzajemnych relacjach, a nawet w akceptacji własnych ograniczeń. Postępująca od 1850r. choroba nowotworowa, ujawnia jej heroizm w godnym znoszeniu cierpienia. Umiera w opinii świętości 22.01.1956 r., w wieku 36 lat. Od młodości wyróżniała ją nadzwyczajna radość. Czerpała ją z rosnącej świadomości obecności miłującego Boga. Poruszona słowami św. Pawła Apostoła: "Pan tych miłuje, kto daje z radością (2 Kor 9,7)", pisząc o miłości ku bliźnim wyznacza sobie normę: "Uśmiechaj się; spraw, aby druga osoba czuła się doceniona i czyń to z całą szczerością serca". O relacji do Boga pisała: "Prawdziwa miłość ku Bogu rodzi gorliwość o dusze i o Chwałę Bożą". Zdolna do autentycznej miłości ma wyznaczony cel: naśladowanie oraz uczenie naśladowania Jezusa Chrystusa. W jej zapiskach duchowych czytamy m.in.: "Udziel mi, Panie, łaski takiego naśladowania Cię, abym się mogła stać drugim Chrystusem, drugim Chrystusem Ukrzyżowanym". Myślą zamykającą jej wewnętrzne postanowienia, są słowa: "Pamiętaj, że twoje dni wszystkie są policzone oraz, że czas zmarnowany to czas utracony na zawsze".
Più
Madre Emily Aloysia Bowring (1833- 1870) - prima canossiana a Hong Kong córka Marii i Johna Bowring, protestanckiego małżeństwa, urodzona w Londynie. Ojciec stał się później sławnym, czwartym z kolei gubernatorem Hong Kongu. Rodzina liczy 8 rodzeństwa. Pomimo silnych tradycji protestanckich każde z dzieci obiera drogę przeciwną. Pośród różnorodności wyborów jedno jest dla nich wspólne: głębokie dążenie ku religijności, żywo w owych czasach podsycanej Ruchem Oxfordzkim. Ku rozczarowaniu głowy rodziny dzieci odłączają się od unitaryjskiej, tradycyjnej wiary, by przejść do innej sekty protestanckiej, czy wręcz do Kościoła katolickiego. Pierwsi czterej bracia przeszli na anglikanizm; pierworodna Maria wstąpiła do anglikańskiego klasztoru. Szósty syn, Charles, był pierwszym, który śmiało się zwrócił w stronę katolicyzmu. Ostatni stanie się protoplastą linii katolickiej rodu Bowringów. Przejście na katolicyzm szóstego syna, Charles'a, zasługuje na szczególną wzmiankę. W 1848r. jako 20 letni chłopak studiuje na Uniwersytecie w Cambridge. Angażuje się w Ruch Oxfordzki, ten, sam, który przyprowadził Newmana i setki innych protestantów do Kościoła katolickiego. Oświecony dziełami św. Atanazego postanawia przyjąć chrzest święty, a w 1850r. wstępuje do Towarzystwa Jezusowego, obierając sobie imię Alois. 18.09. 1858r. przyjmuje święcenia prezbiteratu, a cztery dni później zapada na ostre zapalenie trzustki, które dwa miesiące później kończy się śmiertelnym zejściem. Charles był w pełni świadom postępującej choroby, zapytany o samopoczucie odpowiadał: "Bogu niech będą dzięki za to, że dopuścił na mnie te cierpienia". Umierał w wieku 29 lat. Jego ciało spoczywa w krypcie kościoła św. Ignacego w Rzymie. Emily, od dziecka wychowywana przez bardzo wykształconego ojca, nauczyła się czytać po francusku, włosku i po łacinie. Orientowała się dobrze w literaturze angielskiej, w muzyce, a także w historii.. W wieku 19 lat otrzymuje dar wiary, dzięki swemu bratu Charlesowi Algernon. W 1853r. z wielką radością a zarazem świadomością czekających ją trudności, przyjmuje sakrament chrztu św. już trzeci z kolei) oraz Komunię św. w Kościele katolickim. Ojciec, w obawie, że córka podejmie decyzję wstąpienia do klasztoru, postanawia ją zabrać wraz z żoną do Hong Kongu. We trójkę docierają na miejsce 12.04. 1854r. Dokładnie 12 kwietnia, z tym, ze sześć lat później, docierają do Hong Kongu pierwsze siostry kanosjanki. Rodzina Bowringów W wyniku komplikacji po spożyciu zatrutego chleba (było to zamierzone i dotknęło sporej części mieszkańców regionu) matka powraca wraz z Emily do Londynu, by ratować życie. Umiera jednak 27.09. 1858r. Po pogrzebie matki, córka powraca do Hong Kongu, by dodać otuchy wstrząśniętemu ojcu. Po niedługim czasie sir Bowring podaje się do dymisji, nie widząc sensu życia w tym kraju bez ukochanej żony. Decyzja powrotu do Europy realizuje się 5.05. 1859r.: John Bowring wsiadał na statek z jedną spośród córek, z Marią. Z głębokim cierpieniem patrzył na stojącą na lądzie Emily, zdecydowaną pozostać w kolonii. Ona już wtedy wiedziała, że do kraju dopływają statkiem misjonarki z Europy; zamierzała się do nich przyłączyć, gdyż od dawna pragnęła bez reszty poświęcić swoje życie Bogu ( o przyjeździe włoskich sióstr dowiedziała się od Ojców z S. Calogero z Mediolanu, którzy obecnie są znani jako Ojcowie P.I.M.E.). Obawy ojca, że definitywnie utraci swą córkę, namacalnie się dopełniały. Dotąd oddana Emily po raz pierwszy sprzeciwiła się ojcu i to w tak bolesnym dla niego doświadczeniu śmierci ukochanej małżonki. Historyczne spotkanie z siostrami, na które czekała Emily, miało miejsce 12.04. 1860r. Emily upada na kolana i płacząc całuje ręce młodej przełożonej. Przyłącza się do nich i w ich ciasnym, wynajętym lokalu godzinami z nimi rozmawia, by poznać ich normy życia zakonnego. Po 16-stu dniach zostaje postulantką, a trzy dni później, w nowo otwartej szkole kanosjańskiej, zostaje kierowniczką. Jeszcze przed wstąpieniem s. Cepis pisze o Emily w liście do przełożonych w Wenecji: "Nie zważa na swe wysokie pochodzenie ani na swe zdolności. Dobra w haftowaniu i rysowaniu, gra na pianinie i zna różne języki. A mimo to ma w sobie pokorę, jakiej nie sposób wyrazić". Poźniejsza korespondencja potwierdza zalety przyszłej nowicjuszki: "Dnia św. Józefa otrzymałyśmy wspaniałą córkę Gubernatora - Aloysię Bowring. Gdybyście ją widziały, zadziwiłybyście się, jaka pokora i jakie posłuszeństwo, nie zważanie na siebie i na własne sprawy, godna podziwu. Kiedy może się zająć najskromniejszymi pracami domowymi, jest bardzo radosna. W dziełach miłości patrzenie na nią to sama przyjemność: wydaje się być wychowana od lat jako Córka Miłości". Kanosjanki, z którymi zdecydowała się prowadzić życie służby, były świątobliwe. Nie posiadały jednak takiego jak ona wykształcenia. Ona, mimo tych różnic, przyjmowała wszystko z zadziwiającym spokojem. 10 maja, w niespełna 18 dni od przybycia sióstr kanosjanek do Hong Kongu, otwierają one pierwszą szkołę. "dla tych, które pragną, ale szczególnie dla ubogich". Już pierwszego dnia 36 dziewcząt, "wszystkie z ogromną niewiedzą o życiu religijnym". Były wśród nich Chinki, Angielki, Malezyjki i Portugalki. Aloysia będąca członkinią wspólnoty tylko od dwóch dni, przyjmuje na siebie cały ciężar nauczania. Poprzez swe wypowiedzi dotyczące Boga od razu zjednywa sobie sympatię dziewczynek. Dla niej szkoła rozpoczyna się godzinę wcześniej, a kończy godzinę później, by uczyć angielskiego swych sióstr, niecierpliwych, by stać się zdolnymi do apostołowania. Aloysia pomimo wielu zajęć znajdowała czas na naukę włoskiego: "by lepiej rozumieć ducha założycielki, wyrażonego w Regułach". Owocem tej pracy jest osobiście przez nią napisany już w listopadzie, list - prośba o przyjęcie do nowicjatu. Aloysia napisała w swoim notatniku: "Oh! Jakże bardzo pragnę być cała Jemu poświęcona, poprzez śluby zakonne: oby cały ten czas, jaki mi pozostał, był prawdziwym przygotowaniem do owego dnia!". 26.09.1862r. to pragnienie staje się faktem: Aloysia składa wieczystą profesję zakonną. Tego samego dnia, niejako by dać znak dobrotliwości, Bóg obdarzył wspólnotę dwoma nowymi nowicjuszkami z PortugaliiL Angeliką Barretto i Carlottą Giuditta. Na dwa dni wcześniej inny dar: przybycie dwóch sióstr w Włoch. Święto było pełne. Aloysia towarzyszyła protestanckim żonom brytyjskich żołnierzy w Hong Kongu; odwiedzała te chore, apostołując przy tym. O przyjacielskich relacjach świadczą listy niektórych spośród protestanckich kobiet, pełnych wdzięczności za okazane im serce. Podczas epidemii cholery wiele podopiecznych zmarło. Siostry nie szczędziły sił, by nieść ulgę cierpiącym. także Aloysia pokazała postawa siłę swego ducha: w nocy czuwała, a w dzień pracowała, jakby nic się nie stało. 20.08.1870r. przyszła kolej na Aloysię. Siostry wspominały ostatnie chwile jej życia, gdy prosiła, żeby pozwoliły jej odejść, by nie prosiły o zdrowie dla niej: Pozwólcie mi odejść!" Pośród ostatnich swych słów, pamiętając o swych wychowankach, powiedziała: "Och! gdyby doświadczyły, kto jest życiem, bogactwem, honorem. Biedne córki! Ileż dróg musza one przemierzyć, szczególnie w tych krajach!... tylko Pan Bóg jest drogą, prawdą i życiem". S. Aloysia wydała swe ostatnie tchnienie 20. 08. 1870r., w święto Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. Miała 37 lat, z których 10 przeżyła jako Córka Miłości.
Più
Madre Luigia Grassi (1811-1888) - Serva di Dio e pioniera delle missioni "ad gentes" Luigia Grassi, primogenita di otto figli nacque da Angelo e Giuseppa Rossi a Borgo San Lorenzo in Milano il 7 settembre 1811 nel popolare quartiere Ticinese. Frequent? la scuola delle Figlie della Carit? in via della Chiusa e venne immediatamente coinvolta dallo spirito di carit? verso i poveri e avvert? il desiderio di seguirle nella loro opera. L? incontro con la Fondatrice, Maddalena di Canossa rafforz? i suoi intendimenti che si realizzarono il 31 dicembre 1833 quando entr? nell?Istituto delle Figlie della Carit? a Milano. Vera e propria pioniera delle missioni m. Grassi, organizz? circa sedici spedizioni lavorando instancabilmente per l?adempimento delle pratiche burocratiche e per la ricerca di mezzi. Ma ben pi? impegnativa era l?encomiabile attivit? apostolica di m. Grassi si sostanzi? anche nel difficile compito di scegliere e formare delle Sorelle da inviare in missione. Accompagnata nelle sue attivit? da una grande fede e da un forte impegno mor? l?11 novembre 1888. LEGGI PIU': LA FATICA DEGLI INIZI Fu la stessa Fondatrice, a incoraggiare le sorelle di Milano, in via della Chiusa, ad accogliere nel noviziato la ventiduenne Luigina Grassi. Questa ci entr? 31.12.1833. Al termine del primo anno di noviziato Luigia incontr? di nuovo la Santa Fondatrice  e le chiese di essere rivestita dell'abito religioso. "Fa bene, cara!" fu la risposta, che divenne come sigillo alla "grande impresa" alla quale Dio la chiamava. Nonostante la salute cagionevole Luigia emmette i voti religiosi il 15.09.1835 ed ebbe il compito d'insegnare le sordomute. Ma si tratt? di una breve esperienza; le fu chiesto infatti di rinunciarvi per adoperarsi alla formazione delle giovani contadine che preparavano a divenire maestre nei loro villaggi. Cos? Luigia incominciava presto a percorrere la via della abnegazione e del distacco. AUTORITA' COME SERVIZIO Nel 1847, quando in Milano, a Porta Comasina, fu aperta una nuova Casa, Luigia vi fu inviata come Superiora. Accett? quell'ufficio donandosi a organizzare, aiutare, confortare, educando le ragazze povere del popoloso quartiere. Le opere fiorivano e le Sorelle facevano a gara per aiutarsi a vicenda. Il 18 marzo dell'anno seguente scoppi? la sommossa delle "Cinque Giornate di Milano", e la Casa delle canossiane si trov? invasa da una folla di gente terrorizzata dagli spari dell'artiglieria austriaca. Per la giovane Comunit? fu come il banco di prova. Le Sorelle ospitarono tutti generosamente finché fu cessato il pericolo. MAESTRA ISPIRATA Nel 1850 troviamo madre Grassi Vice Superiora nella Casa Primaria di via della Chiusa. Era ivi Superiora quella madre Margherita Crespi, che sua insegnante quando Luigina era una scolaretta, l'aveva esortata a scrivere in bella scrittura una pagina intera ripetendo la frase: "Luigina, il Signore ti vuole santa!". Ma Luigina, allora, temeva le esigenze della vita religiosa! In questa nuova sede m. Luigia incontr? un missinario genovese, in cerca di soccorsi per i suoi moretti d'Africa. Lei lo raccomand? a don Biagio Verri, che poi si sent? spinto a sua volta missionario. Diceva poi a m.Grassi: "Ella, reverenda Madre, mi ha avviato per questa strada e mi ha dato la vocazione missionaria". Da allora lei s'interess? sempre pi? al problema missinario. UN'ANGELO DI NOME E DI FATTO Nel settembre 1850, Mons. Angelo Ramazzotti, fondatore dell'Istituto per le Missioni Estere di Milano, eletto Vescovo di Pavia, supplicava Madre Crespi di mandare alla sua nuova residenza alcune sue religiose. Dopo circa un anno di indugi e trattative, un drappello di Sorelle quidate da m.Grassi, che m.Crespi aveva designato come Superiora, giunse a Pavia in Corso Garibaldi. Questa casa era stata scelta dal Vescovo stesso, e non a caso. Inaugurazione di Casa si celebr? 30.12.1852. Oltre le opere ormai tradizionali dell'Istituto, si diede inizion anche all'assistenza alle porevelle dell "Pia Casa d'Industria", tra le quali m. Grassi si sentiva veramente "serva dei poveri". Era aiutata da Ramazzotti con una corrispondenza frequente nell'impegnare le ulteriori iniziative degli Esercizi spirituali  e della formazione di "maestre di campagna". SOGNI PROFETICI In un sogno misterioso m. Grassi vede Cristo Crocifisso, sofferente per le infedelt? delle anime consacrate. Al suo desiderio di darGli conforto, Egli risponde: "Luigina, tocca a te, tocca a te!". Lo sente come un mandato: "se c'? da partire, avanti! Tocca a te!". Successivamente un altro sogno. Sul far del mattino, mentre si sta svegliando, sente un forte ruggito, come di persona che s'impicca. Essa grida speventata: "Che ??   che ??" Una voce terribile risponde: "Io sono il demonio che volevo strangolarti". (Da notare che m.Grassi era da sempre pungolata da uno zelo straordinario per la salvezza delle anime). Nel 1856 nella Casa a Pavia le Sorelle aprono le porte alle sordomute, con l'aiuto del Vescovoo e di una commissione di persone, distinte per autorit? e per censo. Al termine dell'istruzione le Madri si prestano in tutti i modi ad aiutare le giovani sordo-parlanti. Scoppia il colera. Una Sorella nell'assistenza ai colpiti ne resta contagiata, ma miracolosamente recupera la salute. Le scuole vengono chiuse, le porte vigilate da una sentinella. Ma le Sorelle non rimangono inattive: un corso di esercizi spirituali predicati da Don Cagliaroli, che misure sanitarie tenevano relegato nel convento, ha l'approvazione del Vescovo e si svolge con un lieto successo. Le vocazioni religiose aumentano e m. Grassi ne informa il Presule, sempre preoccupata del buono spirito delle medesime. NUOVI ORIZZONTI Nel periodo in cui infuriava il colera, un giorno m. Grassi aveva scritto: "non posso trattenere le lacrime; passano per? subito... qualche grand disegno vi ? nascosto". Ed ecco una nuova visione. Le pareva di trovarsi in un giardino col pensiero in Dio, quando vide un albero di salice piangente con i rami di smisurata lunghezza. Poi i rami d'albero si mutarono in tralci d'uva preziosissima, dagli acini di straordinaria grossezza, mentre in pari tempo Madre udiva la voce del Signore che le diceva: "Ecco, cos? io voglio salvare tante anime per mezzo tuo". Nel 1856 tutti i Vescovi degli Stati sottoposti al dominio austriaco vengono convocati a Vienna per la pratica apllicazione del Concordato stabilito con la Chiesa dal giovane imperatore Francesco Giuseppe. Durante la lunga assenza di mons. Ramazzotti non viene meno la corrispondenza con lui di m. Grassi, che lo tiene informato della situazione della Comunit? e delle opere. Egli, a sua volta non rinuncia a dare consigli e conforto. In una lettera cos? si esprime: "Quando le Figlie della Carit? anche quelle di Pavia, saranno in Paradiso in mezzo ad una quantit? di ragazze salve per la loro carit?... che festa! La bont? di Dio sar? anche per me". In questa esclamazione c'? tutta la benevolenza del Vescovo Angelo Ramazzotti verso l'Istituto che sente pienamente "suo". Nel 1858, sotto il pontificato di Pio IX, col consenso dell'Imperatore, il Vescovo Ramazzotti ? creato Patriarcha di Venezia. Nuovi disagi per m. Grassi, spirituali ed economici, alleviati in parte, questi ultimi, da una Commissione di cospicui cittadini pavesi, con a capo mons. Vincenzo Gandini, vicario Capitolare di Pavia. Ma il nuovo Patriarcha port? con sé a Venezia l'ottimo Don Cagliaroli. Nel 1859 la guerra diffonde timori e apprensioni. M. Grassi chiede la mediazione del Patriarcha per scongiurare i pericoli, tra i quali il rischio di dover licenziare le novizie per la scarsezza dei mezzi di sostentamento. Ma le novizie dichiarano di preferire la morte al licenziamento. DELUDENTE  "NO' ALL'INDIA Dall'India alcuni missionari del PIME inviano al Patriarcha di Venezia la riechiesta di alcune suore per dirigere scuole, orfanatrofi, ospedali. Mons. Ramazzotti ne informa m. Grassi che raggiunge Venezia per trattarne direttamente. Ma sorge una seria opposizione, imprevista, da parte di alcune Case canossiane, nonché della Sacra Congregazione dei Vescovi e Religiosi, in quanto le Regole della Canossa non contemplerebbero l'invio di Sorelle in Missione. Con vivo dolore m. Grassi vi rinunci? e, a commento, il Patriarcha scrisse: "sia fatta la volont? di Dio: questa ? la pi? bella missione che ci possa toccare". MEMORIALE "SI" ALLA CINA Da Hong Kong giunse a mons. Marinoni l'appello di due padri, antichi alunni del seminario a Milano, che chiedevano sei Canossiane che si occupessero dei trovatelli e delle orfane, ma anche della scuola per le ragazze inglesi, cinesi e portoghesi. Mons. Marinoni si trov? ancora una volta di fronte a grandi difficolt?, specialmente a quella di dover meglio interpretare la Regola delle Figlie della Carit?. Fu ancora il Patriarcha di Venezia ad appianare la situazione. il 12.01.1860 Mons. Ramazzotti present? al S. Padre Pio IX, una supplica allo scopo di "permettere alcune deviazioni dalle Costituzioni delle Figlie della Carit? volute dalle circostanze di quei luoghi". Il S. Padre, tramite  il card. Barnab?, con un rescritto della stessa data, concedette quanto richiesto e benedisse l'inizio delle Missioni Estere Canossiane. La sera del 3.02. 1860 mons. Marinoni port? personalmente alla Comunit? di Pavia la lieta notizia che tutto era pronto e che la partenza era stata decisa entro il medesimo mese. Lo stesso imperatore Francesco Giuseppe e l'imperatrice Elisabetta avrebbero concorso alle spese del viaggio. SI PARTE Il drappello composto di sei Sorelle, di cui quattro della Casa di Pavia e due della Casa di Venezia, accompagnate da m. Grassi, raggiunse Verona il 24 .02. 1860, per una sosta sulla tomba della Madre Fondatrice. L'incontro con l'anziana Madre Adeodata Mazza, che aveva vissuto molti anni con Maddalena, fu provvidenziale. Essa allarg? le braccia e alla domanda: "Che cosa avrebbe fatto la Fondatrice?" rispose senza esitazione: "Ella che aveva un cuore ardente di amore per il prossimo, non solo avrebbe mandato le sue Sorelle, ma vi sarebbe andata lei stessa. Andate, dunque! Dio vi chiama, Dio vi vuole, Dio vi benedica!". A Venezia, accoglienza grande, imposizione del Crocifisso, parole augurali del Patriarcha: "Partite, andate a navigare sotto la vela dell'obbedienza!". Tra le prime missionarie sono: da Pavia: 27-enne Maria Stella, 34-enne Rachele Tronconi, 29-enne Giuseppina Testera, 22-enne Giovanna Scotti. da Venezia: 40-enne Lucia Cupis e 20-enne novizia  Claudia Compagnotti. A HONG KONG IL GHIACCIO E' ROTTO Giungono da Hong Kong le notizie confortanti: il battesimo di una bimba cinese e la vocazione di Aloysia Bowring, figlie del'ex Givernatore, convertita dal protestantesimo, quindi novizia e prefetta religiosa canossiana. Giungono subito nuove richieste di aiuto che m. Grassi rivolge anche alle altre Case canossiane. Negli anni 1861-62 cinque Sorelle provenienti dalle Case di Verona, Venezia e Legnanello, partirono per Hong Kong, da ciu diramarono poi altre fondazioni, anche verso l'interno della Cina e per l'India. DOPO LA MORTE DEL MONS. RAMAZZOTTI Il 24.09. 1861 mons. Ramazzotti muore, lasciando nel dolore e anche nella preoccupazione m. Grassi, perché la situazione economica destava problemi. L'edificio nel quale aveva sede la Casa di Pavia era proriet? privata del monsignore. Si seppe che egli aveva legato alle Canossiane tutto il fabbricato, ma la gente non sapeva che questo immobile era un'eredit? passiva, essendo stato pagato solo un quarto del prezzo convenuto. Il Ramazzotti, infatti, per le grandi carit? elargite, non era riuscito durante il suo ministero a Pavia a soddisfare il debito. Che fare? Rinunciare all'eredit?? Conosciuta la situazione, pie persone vennero in aiuto alle Canossiane, alle quali qualche anno appresso venne ceduto tutto lo stabile. L'affare fu condotto a lieto fine, con edificazione degli stessi benefattori, ammirati del correttissimo comportamento di m. Grassi. Data conveniente sistemazione, la Casa venne allora denominata "Istituto per le Missioni Estere". 21.11.1872: sesta felice spedizione in Cina di Sorelle tutte di Pavia e cos? anche nel 1874. In quest'anno  fu aperta in Pavia la Casa del Senatore. Nel frattempo era stato introdotto il Processo per il riconoscimento dell'eroicit? delle virt? della Fondatrice. DESIDERIO INASCOLTATO Quando nel 1876 una misionaria ritornava dalle missioni gravemente ammalata, m. Grassi manifest? il desiderio di recarsi lei stessa nelle missioni. Ma il Vescovo replic?: "Ella deve restare qui e suonare la campana e chiamare le giovani vocazioni e additare loro la strada". Lei obbed? e rimase tranquilla. Vedeva delinearsi il cammino da seguire per mandato divino: preparare la strada, chiamare a raccolta anime generose che, fatte adulte nella fede, sapessero percorrerla fino in fondo. NOVIZIATO A PAVIA il 20.10.1879, superate alcune situazioni di contrasto, mons. Ribolti, con l'autorizzazione del card. Luigi Canossa, Vescovo di Verona, erigeva canonicamente il Noviziato Canossiano per le Missioni Estere, con la sede nella Casa Madre di Pavia. L'impresa di m. Grassi aveva raggiunto il suo consolidamento, trionfo della sua fede, umilt? e operare nel silenzio e nella sofferenza, nella maturazione lenta e consumata di quel: "Tocca a te!". Trovava pace solo nella risposta generosa e instancabile a quelle parole   rivoltele dalla Fondatrice: "Fa bene, cara!". Dopo l'erezione canonica del noviziato per le Missioni, si fecero pi? numerose le vocazioni. Il 9.02.1881 partirono per la Cina otto Sorelle.      Le Case di Hong Kong e dell'interno della Cina non erano sole cui l'Istituto delle Missioni Estere Canossiane doveva provvedere. Erano diventate le Case-Madri di altre Comunit? missionarie: HanKow, Macao, Timor. Nel 1884 partirono dall'Italia altre cinque Sorelle, quattro delle quali pavesi, preparate da m. Grassi. MISSIONE A ROMA e ... IN FILADELFIA 15.09.1885 m.Grassi accompagna a Roma quattro Sorelle per una fondazione voluta dal Santo Padre dietro suggerimento del card. Parocchi. Successivamente, arriva da Filadelfia (USA) la richiesta delle Canossiane per fare l'apostolato per i molti migranti italiani. Come risposta  parte la 15-esima spedizione missionaria. Tuttavia, pur della tanta generosita delle Sorelle partite per quel territorio, la missione non ebbe fortuna. Dopo un anno, "non volendo e non potendo snaturare la Regola né vivere indipendemente dai loro Superiori, le cinque missionarie, benché con dolore, abbandonarono quel campo e presero la via del ritorno". Grande fu il dolore di m. Grassi, ma la fedelt? indiscussa alla Regola, l'adesione serena alla volont? dei Supeiori furono ugualmente un grande successo agli occhi di Dio. La Madre defin? "santa rivincita" la spedizione di un buon numero di missionarie in Cina. LA VITA COMPIUTA 10 ottobre m. Grassi viene colipita da un ictus. Giorno dopo, 11 ottobre 1888, ore 20.00: si spegne dolcemente all'et? di 77 anni, voluta tanto bene dalle sorelle che la apprezzavano per molti suoi doti e per sempre premurosa carit?. Ne da la prova il fatto che per ben 25 anni, salvo gl'intervalli richiesti dalla Regola, veniva eletta Superiora della Casa per voto unanime comunitario. Della  sua morte unanime fu il compianto non solo delle figlie, ma di tutta la citt? con le autorit? religiose e civili. Uno dei suoi biografi cos? scrisse: la mente e l'inteligenza vigile, un carattere sincero e onesto, il cuore caldo e   premuroso, un'anima strenua con un senso di giustizia, prudenza e una fede forte. Da questa sua fede forte scaturivano: perseveranza nelle difficolt?, comprensione per le debolezze altrui, rispetto e amore per la natura, timor di Dio che le faceva fuggire ogni situazione ambigua; un grande affidamento a Dio: "Il Signore ? estremamente buono, sempre confider? in Lui". M. Luigia Grassi era coraggiosa nell'intraprendere le opere grandi perché aveva gli occhi rivolti sempre a Dio. Diceva: "Il Signore mi accompagna sempre con la sua grazia, sempre mi ha amato e anch'io L'ho amato". Ha amato Dio con l'entusiasmo, con zelo e tenerezza. Ha voluto bene le Sorelle, con saggezza, esigendo e incoraggiandole: "non vi sottomettete alla tristezza!... Voi giovani, siete beate. Coraggio, coraggio!" Spesso consolava. Con il passare degli anni divenne pi? tollerante e pi? spesso dimostrava l'affetto. Si distingueva da una grande pazienza di fronte alle contrariet?. Come anche nel sopportare dei caretteri difficili. Sapeva attendere con fiducia, guardare gli altri e capirli con l'amore. La sua vocazione ? stata la missione di divulgare l'Istituto fino ai continenti lontani. Tuttavia ebbe tempo e attenzione a quelli che le erano vicino: a Pavia molti ragazzi e ragazze conobbero in lei un cuore di madre. Il bene che lei messe nell'educazione di questi giovani fece loro diventare capaci di un lavoro inesto, ben pagato e li rese riconoscenti verso la scuola in cui trovarono pane e il cibo spirituale". Da 1860 fino all'anno della morte (1888) madre Luigia Grassi organizz? circa 16 spedizioni delle Sorelle missionarie. Insieme sono state 258 Sorelle partite da Pavia tra 1860 e 1936, senza contare quelle che partirono da altre comunita canossiane. M. Grassi realizz? anche altre fondazioni, nella stessa Pavia, a Bologna e a Roma per invito del Card. Parocchi e infine a Belgioioso. Il 24 febbraio 1994 il Vescovo di Pavia, Mons. Giovanni Volta, apr? il Processo Diocesano Cognizionale sulla vita, virt? e fama di santit? della Serva di Dio Luigia Grassi.    
Più
Madre Giuseppina Bakhita (1869-1947) - Santa, la prima canossiana dall'Africa Nacque il pi? probabilmente nel 1869. Il nome "Bakhita" non ? il nome che le hanno dato suoi genitori. Quando ebbe circa sette anni, gli mercanti arabi di schiavi l'ebbero rapita dal suo villaggio nativo e la ebbero venduto come schiava. La piccola Sudanese visse tale trauma che dimentic? perfino il proprio nome. Per questo i mercanti le dessero un nome nuovo, chiamandola con ironia: Bakhita, che in arabo significa "fortunata". Fosse venduta pi? volte lungo il viaggio verso El Obeid  e a Chartum, durante lungi dieci della sua schiavit? ha sperimentato l'angoscia delle umiliazioni fisiche e morali. I suoi proprietari l'hanno frustato per dei minimi errori. Un ricordo crudele di questo periodo le rimase il tatuaggio sulla sua pelle. Lo ritagliavano sul corpo delle chiave e sulle fresche ferite mettevano sale. Le vittime svenivano dal dolore. La speranza di miglioramento della sorte  di giovane Bakhita apparse quando la compr? a Chartum il console italiano Callisto Legnani. Per la prima volta dal giorno del suo rapimento Bakhita speriment? nei suoi confronti un trattamento umano. Si accorge con sollievo che non riceve pi? le frustate. Anzi, viene trattata con un affabile cordialit?. Quando il console fu revocato da Sudan per una situazione politica difficile, Bakhita assieme a lui arriv? in Italia. Sulla sua richiesta il console prese con lei anche altro sudanese che aveva riscattato dalla schiavit?. In casa del signore Legnani negli attorni di Venezia, Bakhita conobbe pace, benevolenza e calore di famiglia, nonostante sempre sentiva la nostalgia per la sua famiglia che ha perso per sempre. Con la nascita della bambina Mimmina dei signori Legnani, Bakhita diventa la sua bambinaia e amica. Per il tempo della trasferta  - con il suggerimento del loro amministratore, Illuminato Checchini - i Legnani hanno affidato Bakhita assieme a Mimmina, alle Suore Canossiane presso l'Istituto del Neocatecumenato a Venezia. ? qua la giovane Africana chiede l'aiuto nel conoscere questo Dio cui da bambino "sentiva nel cuore non sapendo chi Egli ?". Dopo alcuni mesi di catecumenato, all'et? di 21 anni, il giorno 9.01.1890r.Bakhita riceve il battesimo, la cresima e l'Eucaristia, e il nome nuovo, Giuseppina. poi, la vedevano spesso come baciava il battistero dicendo:  "qui sono diventata figlia dio Dio!" Quando la sign. Micheli ritorn? dall'Africa, per prendere la figlia e lei, essa decisamente e arditamente dimostr? la ferma volont? di rimanerci e servire Dio che le desse cos? molteplici prove del suo amore. Bakhita, giovane Africana pot? gioire della libert? di agire, assicurata dalla legge italiana. Rimase in catecumanato dove, gradualmente riconosceva la sua vocazione alla vita consecrata, dedicata pienamente a Dio. 8 dicembre 1896 Giuseppina Bakhita emesse i suoi primi voti e 10 agosto 1927 con la professione perpetua venne consacrata per sempre al suo Dio cui chiamava con una dolce espressione "mio Paron!". Divenne anche la figlia spirituale di santa Maddalena di Canossa. Per quasi 50 anni  adempiva svariati lavori in casa di Schio: faceva da cuoca, da lavandaia, da sartina, da sacerstana e da portinaia. Quando svolgeva il servizio di portinaia, le sue mani nere accarezzavano le testine dei bambini che frequentavano la scuola canossiana. La sua voce dolce son la specifica per gli Africani modulazione, piaceva ai bambini, ai poveri e sofferenti che bussavano la porta del portone. Essi si sentivano ben accolti da "Madre moretta". La sua umilt?, semplicit? e il sorriso sulla bocca, conquistarono i cuori degli abitanti di Schio, che dicevano di lei: la nostra  madre moretta. Consorelle la rispettavano e amavano per la sua invariabile dolecezza e soavit?, per la sua cordiale bont? e un desiderio profondo di far conoscere Ges?. Arriv? la vecchiaia e assieme ad essa, una malattia dolorosa. Tuttavia Bakhita continuamente testimoniava la fede, la bont? e la speranza cristiana. A chi veniva a trovarla e chiedeva come stette, rispondeva: "cos? come vuole il Signore". Nel momento dell'agonia ancora una volta sperimentava queste giornate crudeli della sua schiavit? e pi? volte supplicava l'infermiera che le era accanto,: "allentatemi le catene, pesano!". ? la Madonna che la liber? da questi tormenti. Le sue ultime parole erano esattamente: "Madonna! Madonna!",mentre il suo sorriso rivelava l'incontro con la Madre del Salvatore. Giuseppina Bakhita ritorn? al Signore il giorno 8 febbraio 1947. nella casa a Schio, circondata dalle consorelle immerse nelle lacrime e nella preghiera. Molto presto vicino a casa si radun? una folla di persone per  vedere per l'ultima volta la loro "santa Madre Moretta" e per supplicarla l'intercessione dal cielo.   la Divina Provvidenza che si prende cura "dei fiori dei campi e degli ucelli del cielo", conduceva questa schiava attraverso molteplici e inesprimibili sofferenze, verso la libert? umana e verso la libert? della fede, fino alla dedizione di tutta la vita a Dio e al Suo Regno. Il processo di canonizzazione inizi? quasi trenta anni dopo la sua morte e 1.12.1978 la Chiesa dichiar? il decreto sulla eroicit? delle sue virt?. Bakhita viene beatificata 17 maggio 1992 da papa Giovanni Paolo II e 1 ottobre 2000 proclamata santa.   Calendario di vita 1876.... Rapita, fatta schiava e venduta pi? volte. 1882.... Venduta al console italiano Calisto Legnani. 1885.... il viaggio verso l'Italia. Donata ad Augusto Michieli. 1888.... Ospitata a Venezia presso il Catecumenato fondato delle Suore Canossiane. 1890.... 9 gennaio: battesimo, cresima e la prima Comunione a Venezia. 1893.... Novizia canossiana - Venezia. 1896.... prima professione religiosa- Verona. 1902.... tresferimento a Schio. 1927.... 10 agosto: professione perpetua - Mirano Veneto (VE). 1947.... 8 febbraio, ore 20.10 - santa morte a Schio ( 11 febbraio - funzioni funebri). 1978.... 10 dicembre: papa Giovanni Paolo II emmette il decreto sull'eroicit? della virt? della Serva di Dio, Giuseppina Bakhita. 1992.... 17 maggio: proclamata beata in Piazza San Pietro. 2000.... 1 ottobre: canonizzata e iscritta nell'album dei Santi di Giovanni Paolo II. La Festa liturgica di Giuseppina Bakhita - 8 febbraio.   Le parole di Bakhita stessa: "Dessi tutto al "mio Paron": ci penser? Lui di me.." "O Signore, potessi io volare laggi?, presso la mia gente e predicare a tutti a gran voce, la Tua bont?! Oh, quante anime potrei conquistarti! Fra i primi, mia mamma, mio pap?, la sorella mia, ancora chiava... F?, o Ges?, che tutti, tutti i fratelli africani Ti conoscano e Ti amino".  "La Madonna mi ha protetta prima ancora che io l'ha conosciuta". "H Ricevetti il santo Battesimo con gioia s? grande che solo gli angeli portebbero descrivere." "Non ? bell quello che mi sembra pi? bello, ma quello che desidera il Signore!". "Se incontrassi quei negrieri che mi hanno rapita, e anche quelli  che mi hanno torturata, m'inginocchierei a baciare loro le mani, perché, se non fosse accaduto ci?, non sarei ora cristiana e religiosa..." "Posso dire certezza che il fatto che non ero morta ? un miracolo che fece il Signore, il quale mi ha destinata per le cose maggiori". "Quando uno vuole tanto bene l'altro, desidera essere vicino all'amato: perché dunque avete cos? tanta paura della morte?  La morte ci conduce a Dio". "Il Signore mi ha molto amato: dobbiamo amarci l'uno l'altro... ? necessario essere compassionevoli e perdonare!" Alle consorelle, tristi attorno al suo letto, aveva assicurato: "No, no, non siate tristi, io sar? ancora con voi. Se il Signore me lo premetter?, dal paradiso mander? tante grazie per la salvezza delle anime".   Tantissime persone ricorrono all'intercessione di santa Giuseppina Bakhita, e il Signore si compiace di concedere le grazie attraverso questa umile figlia dell'Africa. Santa Giuseppina Bakhita, prega per il mondo intero e ottieni per esso il dono della pace e la gioia di servire il tuo e il nostro Signore"   Preghiera a santa Bakhita    
Più