God wants from us a generous spirit; so let us try to live in the spirit of faith and not merely according to our feelings.

st. Magdalena di Canossa
Saints and …

Saint Magdalene of Canossa

 

 Saint Magdalene of Canossa – you can read more in the  fold Foundress.

sr Erminia Cazzaniga Canossian sister from the Italy who leaved almost 40 years in Timor-Leste. She was the guide and a good consuellor of young people. The parish priest told about her: "She hepled always, to my family, too"... "She was the superior of the comunity in Manatuto, the citty among Baucau and a capital Dili, when I met her for the first time. I was visiting the village together with the bishop Belo and we stopped at sister's convent to drink a cup of coffe". Sr Erminia loved for being sincere and with a sense of good humour, she laught and bantered about the bishop even if he was not only the bishop but also Nobel laureate. For her the bishop Belo, whom she knes as a young seminarist, was one of many  excellent persons whom she helped to grow. The rule of sr Erminia   - told father Martinho - consisted in encouraging people of a good will". That day it was perceppptible the clime of the tension. Sr Erminia let us known that the violence of the soldiers was increasing. But on that moment nobody could have immagine that for some months this very good-tempered sister would be one of the victim of this crudelty. In that fatal 27 of september she was killed together with her another canossian sisters while they were carying the food for the refugees. In her last letter to the parish priest she had written: "Yoy certainly know that we are in a full war.... The groups sostained by the miliciant are attacking and destroying our country.. Our mission today is not only to help, as talks saint Paul, but also cry with who is crying and share with who is in need. And also to strengthen in hope and trus in God our Father who doesn't abbandon His little ones. Mary, Mother of Jesus intercedes for us for the miracle of the unity, peace and common love". Let's pray with sr Erminia and ask, that many martyrs of the faith obtain for us by begging, the reconciliation and the visdom of the dialogue.  
Więcej
Sisters Erminia Cazzaniga and Celeste de Carvalho - the canossian martyrs Zamordowane niedaleko od stolicy kraju we wrześniu 1999r., w czasie zamieszek wybuchłych po referendum dotyczącym kwestii uniezależnienia się Timoru Wschodniego od Indonezji. Ciała zamordowanych były w takim stanie, że zdecydowano się na natychmiastowy pogrzeb. Odbył się w Los Palos, tam, gdzie zostały zabite. Rodzina s. Ermini Cazzaniga poprosiła, by jej ciało sprowadzić do Włoch. Podczas pogrzebu zamordowanych w Timorze Wschodnim sióstr Erminii i Celeste, trzech seminarzystów i czterech osób świeckich (młody student teologii, dwie osierocone dziewczynki, reporter pracujący dla japońskiej gazety), biskup Basilio Do Nascimento wypowiedział takie słowa: "Dlaczego zabili naszych ludzi? Nie wiemy. Oni byli tu, aby pomagać każdemu; oni nie byli naszymi wrogami". Obydwie siostry były pełnymi entuzjazmu wychowawczyniami ludzi młodych. Poświęcały im czas i uwagę nawet po skończonych zajęciach. Owego feralnego dnia siostry misjonarki były świadome niebezpieczeństwa, donosiły żywność oraz leki ludziom ukrywającym się w górach, którzy pozbawieni zostali wszelkich środków do życia. Na pamiątkę ich ofiary z życia, świadomie złożonej podczas dostarczania żywności ludziom ukrywającym się przed okrucieństwem bojówkarzy, otwarto w stolicy kraju, w Dili, centrum formacji o nazwie "Sprawiedliwość i Pokój". Celem jest twórcza praca nad pomnażaniem nowych miejsc pracy oraz budową nowych szkół i szpitali. Siostry Erminia i Celeste w 2000r. otrzymały ze strony fundacji "Path and Peace", pośmiertny tytuł "Servitores Pacis".    
Więcej
sr Dalisay Lazaga (1940-1971) - canossian sister from Phillipines W Balibago, dzielnicy miasta Santa Rosa na Filipinach, 17.03.1940r., przychodzi na świat Maria Dalisay Lazaga, córka Roque'a i Julii Alinsod, jako ostatnia z pięciorga dzieci. Ojciec zostaje zabity podczas okupacji japońskiej Filipin (1942-1945). Umiera również mama, gdy Dalisay ma 8 lat. Opiekę nad nią przejmuje jej starsza siostra, Teofila. 19.03. 1960r. Dalisay uzyskuje tytuł magistra w naukach edukacyjnych. Z nieopisaną radością przyjmuje dzień 10.04. 1962r., kiedy w San Paolo, zostaje zatrudniona jako nauczycielka i w tym samym czasie, jako aspirantka u Sióstr kanosjanek. Po ośmiu miesiącach wyjeżdża do Australii, do Oxley (Brisbane) i tam wstępuje do nowicjatu. 2.02.1966r. składa swe pierwsze śluby zakonne, składając przy tym osobiste postanowienia, których świadkiem jest Najświętsza Maryja Panna. Jej pierwsze zadanie w nauczaniu wypływa z głęboko pielęgnowanego powołania. Uczy w różnych szkołach zajmując odpowiedzialne stanowiska. Niepokojące jest jej fizyczne osłabienie, w wyniku którego w październiku 1970r. dostaje się do kliniki w Manili i poddana zostaje rozpoznawczym badaniom. Lekarze orzekają, że pacjentka znajduje się w bardzo zaawansowanym stadium choroby. Jej samej mówi się, że choroba jest poważna. Rak postępuje bezwzględnie, a podczas jednego z kryzysów, ona sama prosi o Sakrament Namaszczenia Chorych. W międzyczasie prawie nieustannie wielu z bliskich jej osób, znajomych i tych, wśród których posługiwała, okazuje jej szczerą wdzięczność. Dalisay nigdy dotąd nie wypowiedziała słowa "rak" i nie jest świadoma tego, że została nim dotknięta. Jej spowiednik, pragnący, by osiągnęła szczyty świętości, mówi jej o tym jasno. Dwie wielkie łzy napełniają jej oczy: "chciałam pracować jeszcze wiele w Zgromadzeniu., jednakże, dzięki, Ojcze, w ten sposób się przygotuję.". Jest 15. 01.1971r. Dalisay składa swe śluby wieczyste w Singian Clinic. Ostatnie 10 dni "zaświadczają" o cudach, jakie Pan sprawiał w tej duszy, nim wezwał ją do Siebie. Analizując swe życie wspomina Dalisay jak w dzień jej 30-tych urodzin ktoś w sposób żartobliwy powiedział jej te słowa: "już czas rozpocząć życie apostolskie!". Wówczas odpowiedziała: "Tak, tak, czuję, że dokładnie tak będzie.". Wokół niej oddycha się "rajskim powietrzem!", stwierdzają wszyscy ją odwiedzający. Wszystkich obdarowuje uśmiechem i krótkim przesłaniem, które od razu wnika w głębię serca. Na kilka dni przed śmiercią, która nadeszła 30.01.1971r., s. Dalisay, wymawiając po raz pierwszy słowo "rak", oświadcza, że jest szczęśliwa, ponieważ akceptując, cierpiąc i umierając z powodu tego raka, odczuwa, iż daje Zgromadzeniu to z siebie, co najlepsze. Słowo "rak", które powtarza czterokrotnie, ujawnia wysiłek jej heroicznego przekraczania siebie. Siostrze towarzyszącej jej w ostatnich chwilach powierza swój sekret, że oddała się Panu Bogu jako Ofiara za Zgromadzenie. Następnie wypowiada wzruszające słowa wdzięczności Jezusowi za dar powołania, bez którego nie doświadczyłaby piękna życia miłością dla Niego. Poleca współsiostrom, żeby utwierdzały powołanie u dziewcząt, gdyż jest to najpewniejszą drogą do osiągnięcia prawdziwego szczęścia. "Jezus jest dla mnie wszystkim" to pieśń wypływająca z serca s. Daliasy podczas jej niedługiego życia. Bazuje ona na jednej cnocie, na cnocie miłości, mieszczącej w sobie wszystkie inne cnoty. Świadectwo życia s. Dalisay jest drogocenną perłą dla Zgromadzenia i dla całego Kościoła. Może być wzorem dla tego, kto pragnie kroczyć śladami Chrystusa oraz św. Magdaleny di Canossa, by osiągnąć świętość nie jako coś dodatkowego, lecz jako obowiązek. Wszakże świętość jest celem, więc trzeba do niego dążyć z całym zaangażowaniem wszystkich swych sił i uzdolnień.
Więcej
sr Teresa Pera (1870-1938) - God's servant She was born 19 of February 1870 in Turin in Italy. Będąc jeszcze młodziutką dziewczynką, ujawnia szczególną czułość do ubogich i cierpiących, którym okazuje konkretne wyrazy pomocy. W wieku 25 lat wstępuje do Zgromadzenia Sióstr Kanosjanek. Jej wędrówka przez życie umiejscawia się pomiędzy Turynem a Mediolanem, jednakże pomiędzy te punkty geograficzne włącza się etap 32 lat życia na dalekim Wschodzie. Po kilkakrotnej prośbie wyjazdu na misje, 17.10.1900r. zostaje wysłana wraz z trzema współsiostrami do Hong Kongu. Dosyć szybko rozpoczyna swe "białe męczeństwo", powodowane rozwijającym się nowotworem gardła, trwającym przez niemal 20 lat aż do jej śmierci. Jako nauczycielka i Przełożona prowadzi lekcje w szkole i konferencje dla współsióstr. Jej dotknięte rakiem gardło sprawia niesamowity ból przy każdym słowie. To w tym kontekście jej cnoty dochodzą stopniowo do najwyższego stanu heroiczności. Udziela się wszystkim i we wszystkim z pełną podziwu dyspozycyjnością. Zadziwia swą pogodną dobrocią i delikatnością w słuchaniu problemów innych ludzi. Poprzez całe swe życie na różne sposoby udowadnia, że Chrystus jest jej jedynym wzorem. Upodabnia się do niego przez mężne znoszenie swych cierpień, nie pozwalając sobie na żadne przywileje, przynależące jej z powodu postępującego nowotworu. Aż do ostatnich dni życia wskazuje na Ukrzyżowanego, który nie cofnął się przed męką krzyża, by tylko dać poznać innym szaloną miłość Boga Ojca do każdej osoby ludzkiej.  
Więcej
sr Fernanda Riva (1920-1956) - "missionary of joy", God's servant Mother Fernanda Riva was born in Monza (Italy), on 17th April 1920. She entered the Missionary Novitiate of  Vimercate on 19th March 1939 and in October left for India. She completed her novitiate and studies in Belgaum. Her field of apostolic ministry was the school in Mahim and the University in Alleppey. She attained holiness through suffering that brought her to be identified with Christ Crucified. She died with a reputation for holiness on 22nd January 1956. She was declared Venerable on 28th June 2012.   MORE Gdy ma zaledwie 3 miesiące, umiera jej 33 letni ojciec, w wyniku komplikacji po przebytej operacji. Czwórką dzieci zajmuje się odtąd tylko matka. Półtora roku później umiera jedno z dzieci, malutka Erminia. Fernanda już od swego dzieciństwa ujawnia umiejętność odważnego przyjmowania choroby i cierpienia. Dzięki wierze swej matki osiąga wysoki poziom formacji chrześcijańskiej. Wzrasta z rosnącym pragnieniem poświęcenia się Bogu. W 1938r., uczestnicząc w ceremonii wręczenia Krzyża misyjnego grupie misjonarzy, odczuwa Boże wezwanie do misji. 19.03.1939r. wstępuje do kanosjańskiego Nowicjatu Misyjnego w Vimercate, a już 18 października tego samego roku zostaje posłana do stanu Belgaum w Indiach. Ma wówczas 19 lat i 6 miesięcy. W Indiach dopełnia formację nowicjacką oraz podejmuje studia. Zdobywa wysokie wykształcenie i w niedługim czasie jej polem działania staje się szkoła na peryferiach Bombaju, Mahim, z 2000 dziewcząt, pochodzących z różnych kast, mówiących różnymi językami i przesiąkniętych trudnymi do wykorzenienia przesądami. S. Fernanda szybko staje się osobą jednoczącą grono o tak kontrastujących ze sobą cechach. Z entuzjazmem podejmuje współpracę z dziewczętami, z rodzicami i z całymi rodzinami. Po zajęciach lekcyjnych poświęca swój wolny czas uczennicom mniej zdolnym i bardziej ubogim. Licznie uczęszczającym do szkoły wyznawczyniom religii hindi i islamu przedstawiała piękno moralności zapisanej w ich religii, i na tej bazie formowała dziewczęta do postawy uczciwości i szacunku wobec każdego człowieka. W wieku 30 lat życia zostaje dyrektorką Uniwersytetu w Alleppey w stanie Kerala. Obdarzona ogromnymi zdolnościami intelektualnymi, z wielką łatwością prowadzi zarządzanie szkołą, uposażając ją w pomoce naukowe i w bibliotekę. Jednocześnie bez reszty poświęca swe naturalne dary oraz wykształcenie, do integralnej formacji osobowej każdej ze swych uczennic. Z mądrą łagodnością prowadzi je ku pełnej dojrzałości ludzkiej i chrześcijańskiej. Dla poszerzenia zasięgu działań wychowawczych nauczała jednocześnie wybrane nauczycielki, przekazując im uniwersalne wartości ewangeliczne. Pomimo wielu darów, jakie posiadała, nigdy nie okazała nawet cienia dumy. Wychowawcy i nauczyciele byli pod wrażeniem jej ogromnej pokory, przebijającej z jej posługi innym. Bardzo uzdolniona, a zawsze otwarta, w postawie słuchania, gotowa uczyć się od innych. Z równą łatwością potrafi przebywać z ludźmi światłymi, jak i z niewykształconymi. Szybko zaczyna być nazywana "misjonarką radości"; pełna radości wewnętrznej pochodzącej od Boga, "zaraża" nią wszystkich, którzy ją spotykają. Współsiostry poświadczały o jej wszechobecnym optymizmie ujawniającym się w pracy, we wzajemnych relacjach, a nawet w akceptacji własnych ograniczeń. Postępująca od 1850r. choroba nowotworowa, ujawnia jej heroizm w godnym znoszeniu cierpienia. Umiera w opinii świętości 22.01.1956 r., w wieku 36 lat. Od młodości wyróżniała ją nadzwyczajna radość. Czerpała ją z rosnącej świadomości obecności miłującego Boga. Poruszona słowami św. Pawła Apostoła: "Pan tych miłuje, kto daje z radością (2 Kor 9,7)", pisząc o miłości ku bliźnim wyznacza sobie normę: "Uśmiechaj się; spraw, aby druga osoba czuła się doceniona i czyń to z całą szczerością serca". O relacji do Boga pisała: "Prawdziwa miłość ku Bogu rodzi gorliwość o dusze i o Chwałę Bożą". Zdolna do autentycznej miłości ma wyznaczony cel: naśladowanie oraz uczenie naśladowania Jezusa Chrystusa. W jej zapiskach duchowych czytamy m.in.: "Udziel mi, Panie, łaski takiego naśladowania Cię, abym się mogła stać drugim Chrystusem, drugim Chrystusem Ukrzyżowanym". Myślą zamykającą jej wewnętrzne postanowienia, są słowa: "Pamiętaj, że twoje dni wszystkie są policzone oraz, że czas zmarnowany to czas utracony na zawsze".
Więcej
sr Emily Aloysia Bowring (1833- 1870) - the daughter of  governor of Hong Kong, called as the first canossian sister from the mission in Hong Kong córka Marii i Johna Bowring, protestanckiego małżeństwa, urodzona w Londynie. Ojciec stał się później sławnym, czwartym z kolei gubernatorem Hong Kongu. Rodzina liczy 8 rodzeństwa. Pomimo silnych tradycji protestanckich każde z dzieci obiera drogę przeciwną. Pośród różnorodności wyborów jedno jest dla nich wspólne: głębokie dążenie ku religijności, żywo w owych czasach podsycanej Ruchem Oxfordzkim. Ku rozczarowaniu głowy rodziny dzieci odłączają się od unitaryjskiej, tradycyjnej wiary, by przejść do innej sekty protestanckiej, czy wręcz do Kościoła katolickiego. Pierwsi czterej bracia przeszli na anglikanizm; pierworodna Maria wstąpiła do anglikańskiego klasztoru. Szósty syn, Charles, był pierwszym, który śmiało się zwrócił w stronę katolicyzmu. Ostatni stanie się protoplastą linii katolickiej rodu Bowringów. Przejście na katolicyzm szóstego syna, Charles'a, zasługuje na szczególną wzmiankę. W 1848r. jako 20 letni chłopak studiuje na Uniwersytecie w Cambridge. Angażuje się w Ruch Oxfordzki, ten, sam, który przyprowadził Newmana i setki innych protestantów do Kościoła katolickiego. Oświecony dziełami św. Atanazego postanawia przyjąć chrzest święty, a w 1850r. wstępuje do Towarzystwa Jezusowego, obierając sobie imię Alois. 18.09. 1858r. przyjmuje święcenia prezbiteratu, a cztery dni później zapada na ostre zapalenie trzustki, które dwa miesiące później kończy się śmiertelnym zejściem. Charles był w pełni świadom postępującej choroby, zapytany o samopoczucie odpowiadał: "Bogu niech będą dzięki za to, że dopuścił na mnie te cierpienia". Umierał w wieku 29 lat. Jego ciało spoczywa w krypcie kościoła św. Ignacego w Rzymie. Emily, od dziecka wychowywana przez bardzo wykształconego ojca, nauczyła się czytać po francusku, włosku i po łacinie. Orientowała się dobrze w literaturze angielskiej, w muzyce, a także w historii.. W wieku 19 lat otrzymuje dar wiary, dzięki swemu bratu Charlesowi Algernon. W 1853r. z wielką radością a zarazem świadomością czekających ją trudności, przyjmuje sakrament chrztu św. już trzeci z kolei) oraz Komunię św. w Kościele katolickim. Ojciec, w obawie, że córka podejmie decyzję wstąpienia do klasztoru, postanawia ją zabrać wraz z żoną do Hong Kongu. We trójkę docierają na miejsce 12.04. 1854r. Dokładnie 12 kwietnia, z tym, ze sześć lat później, docierają do Hong Kongu pierwsze siostry kanosjanki. Rodzina Bowringów W wyniku komplikacji po spożyciu zatrutego chleba (było to zamierzone i dotknęło sporej części mieszkańców regionu) matka powraca wraz z Emily do Londynu, by ratować życie. Umiera jednak 27.09. 1858r. Po pogrzebie matki, córka powraca do Hong Kongu, by dodać otuchy wstrząśniętemu ojcu. Po niedługim czasie sir Bowring podaje się do dymisji, nie widząc sensu życia w tym kraju bez ukochanej żony. Decyzja powrotu do Europy realizuje się 5.05. 1859r.: John Bowring wsiadał na statek z jedną spośród córek, z Marią. Z głębokim cierpieniem patrzył na stojącą na lądzie Emily, zdecydowaną pozostać w kolonii. Ona już wtedy wiedziała, że do kraju dopływają statkiem misjonarki z Europy; zamierzała się do nich przyłączyć, gdyż od dawna pragnęła bez reszty poświęcić swoje życie Bogu ( o przyjeździe włoskich sióstr dowiedziała się od Ojców z S. Calogero z Mediolanu, którzy obecnie są znani jako Ojcowie P.I.M.E.). Obawy ojca, że definitywnie utraci swą córkę, namacalnie się dopełniały. Dotąd oddana Emily po raz pierwszy sprzeciwiła się ojcu i to w tak bolesnym dla niego doświadczeniu śmierci ukochanej małżonki. Historyczne spotkanie z siostrami, na które czekała Emily, miało miejsce 12.04. 1860r. Emily upada na kolana i płacząc całuje ręce młodej przełożonej. Przyłącza się do nich i w ich ciasnym, wynajętym lokalu godzinami z nimi rozmawia, by poznać ich normy życia zakonnego. Po 16-stu dniach zostaje postulantką, a trzy dni później, w nowo otwartej szkole kanosjańskiej, zostaje kierowniczką. Jeszcze przed wstąpieniem s. Cepis pisze o Emily w liście do przełożonych w Wenecji: "Nie zważa na swe wysokie pochodzenie ani na swe zdolności. Dobra w haftowaniu i rysowaniu, gra na pianinie i zna różne języki. A mimo to ma w sobie pokorę, jakiej nie sposób wyrazić". Poźniejsza korespondencja potwierdza zalety przyszłej nowicjuszki: "Dnia św. Józefa otrzymałyśmy wspaniałą córkę Gubernatora - Aloysię Bowring. Gdybyście ją widziały, zadziwiłybyście się, jaka pokora i jakie posłuszeństwo, nie zważanie na siebie i na własne sprawy, godna podziwu. Kiedy może się zająć najskromniejszymi pracami domowymi, jest bardzo radosna. W dziełach miłości patrzenie na nią to sama przyjemność: wydaje się być wychowana od lat jako Córka Miłości". Kanosjanki, z którymi zdecydowała się prowadzić życie służby, były świątobliwe. Nie posiadały jednak takiego jak ona wykształcenia. Ona, mimo tych różnic, przyjmowała wszystko z zadziwiającym spokojem. 10 maja, w niespełna 18 dni od przybycia sióstr kanosjanek do Hong Kongu, otwierają one pierwszą szkołę. "dla tych, które pragną, ale szczególnie dla ubogich". Już pierwszego dnia 36 dziewcząt, "wszystkie z ogromną niewiedzą o życiu religijnym". Były wśród nich Chinki, Angielki, Malezyjki i Portugalki. Aloysia będąca członkinią wspólnoty tylko od dwóch dni, przyjmuje na siebie cały ciężar nauczania. Poprzez swe wypowiedzi dotyczące Boga od razu zjednywa sobie sympatię dziewczynek. Dla niej szkoła rozpoczyna się godzinę wcześniej, a kończy godzinę później, by uczyć angielskiego swych sióstr, niecierpliwych, by stać się zdolnymi do apostołowania. Aloysia pomimo wielu zajęć znajdowała czas na naukę włoskiego: "by lepiej rozumieć ducha założycielki, wyrażonego w Regułach". Owocem tej pracy jest osobiście przez nią napisany już w listopadzie, list - prośba o przyjęcie do nowicjatu. Aloysia napisała w swoim notatniku: "Oh! Jakże bardzo pragnę być cała Jemu poświęcona, poprzez śluby zakonne: oby cały ten czas, jaki mi pozostał, był prawdziwym przygotowaniem do owego dnia!". 26.09.1862r. to pragnienie staje się faktem: Aloysia składa wieczystą profesję zakonną. Tego samego dnia, niejako by dać znak dobrotliwości, Bóg obdarzył wspólnotę dwoma nowymi nowicjuszkami z PortugaliiL Angeliką Barretto i Carlottą Giuditta. Na dwa dni wcześniej inny dar: przybycie dwóch sióstr w Włoch. Święto było pełne. Aloysia towarzyszyła protestanckim żonom brytyjskich żołnierzy w Hong Kongu; odwiedzała te chore, apostołując przy tym. O przyjacielskich relacjach świadczą listy niektórych spośród protestanckich kobiet, pełnych wdzięczności za okazane im serce. Podczas epidemii cholery wiele podopiecznych zmarło. Siostry nie szczędziły sił, by nieść ulgę cierpiącym. także Aloysia pokazała postawa siłę swego ducha: w nocy czuwała, a w dzień pracowała, jakby nic się nie stało. 20.08.1870r. przyszła kolej na Aloysię. Siostry wspominały ostatnie chwile jej życia, gdy prosiła, żeby pozwoliły jej odejść, by nie prosiły o zdrowie dla niej: Pozwólcie mi odejść!" Pośród ostatnich swych słów, pamiętając o swych wychowankach, powiedziała: "Och! gdyby doświadczyły, kto jest życiem, bogactwem, honorem. Biedne córki! Ileż dróg musza one przemierzyć, szczególnie w tych krajach!... tylko Pan Bóg jest drogą, prawdą i życiem". S. Aloysia wydała swe ostatnie tchnienie 20. 08. 1870r., w święto Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. Miała 37 lat, z których 10 przeżyła jako Córka Miłości.
Więcej
sr Luigia Grassi (1811-1888) - promotor of  canossian mission "ad gentes" LUIGIA GRASSI, was born in Milan on the 7th of September 1811. Attracted by the love of Christ crucified, she entered the Institute of the Canossian Daughters of Charity, in December 1833. In the house of  Pavia, she made herself a gift for all and she came to be called “Mother Charity”. In 1860 she opened the doors of the East to the first Canossian Mission. She died in the odour of sanctity on 11th November 1888.   More:         W szkole prowadzonej przez siostry kanosjanki zdobywa wykształcenie nauczycielki. Poruszona wezwaniem Bożym wstępuje 31.12.1833r. do nowicjatu kanosjańskiego. Profesja zakonna: 15.09.1835r. Wspomina się z tego okresu życia pamiętne dla niej doświadczenie. Kiedy jej nauczycielka, s. Margherita Crespi napisała w jej książeczce ćwiczeń: "Luigina, nasz Pan chce, abyś była świętą". Te słowa zapadły jej głęboko w serce. Czytała je wiele razy i często je sobie zapisywała. Pewnego dnia, przechodząc blisko kościoła, w powodzi łez, nie w pełni świadomie, uczyniła ofiarę ze swego życia,. 29.09 1852r. zostaje Przełożoną nowo otwartej wspólnoty w Pawii. Wspólnota prowadzi szkołę podstawową, zawodową, ponadto rekolekcje duchowne oraz katechezę dla wszystkich kategorii osób. W 1855r. Podczas epidemii cholery wszystkie siostry angażują się w pomoc dotkniętym chorobą. W rok po epidemii s. Luigia otwiera dom dla Głuchoniemych. Kiedy Monsignor Angelo Ramazzotti przedstawił ją Marghericie Crespi, Przełożonej domu w Mediolanie, w celu uproszenia kilku sióstr kanosjanek dla Pavii, Luigia nie zawahała się i odpowiedziała, iż jest gotowa słuchać. Spytana o to, co myślałaby Magdalena o takim przedsięwzięciu, szeroko rozpostarła ramiona, jakby chciała objąć nimi wszystkich, i powiedziała: "Co byłaby uczyniła? Ta, która miała serce płonące miłością ku swym bliźnim, nie tylko posłałaby siostry, lecz pojechałaby osobiście! Zatem wyjeżdżaj. Bóg ciebie wzywa, Bóg pragnie ciebie i ci błogosławi!" 27 lutego, z inicjatywy s. Luigii Grassi (wzbudzonej przez mons. Ramazzotti), pierwsze kanosjanki wyruszają na misję do Hong Kongu. W ten sposób Dom w Pawii stał się miejscem formacji dla misji zagranicznych. S. Luigia pragnęła osobiście wyjechać na misje. Pewnej nocy usłyszała we śnie słowa: "teraz twoja kolej". Zrozumiała to jako specjalne posłanie od Boga. Czytamy we wspomnieniach o s. Luigii: "Podczas tego bardziej intensywnego okresu życia duchowego, wydawało się jej, że pewnej nocy zobaczyła Jezusa Ukrzyżowanego na ścianie naprzeciw swego łóżka, który znajdował się w stanie ogromnego cierpienia... Usłyszała taki głos: "teraz twoja kolej, teraz twoja kolej". S. Luigia pomimo wielkiego pragnienia nigdy nie wyjechała na misje. Jej zadaniem okazało się trwanie na miejscu i przygotowywanie nowych sióstr do zadań misyjnych. Od 1860r. aż do roku swej śmierci zorganizowała 18 misyjnych wypraw. Jej działania misyjne, poza niezwykle gorliwą pracą na rzecz misji, to także katechizowanie dzieci, uczenie głuchoniemych, kształcenie nauczycielek wiejskich... Na miejscu nadrzędnym stawiała s. Luigia formację wspólnoty. S. Luigia, zostaje wybrana do ważnej funkcji w Zgromadzeniu, we wspólnocie w Mediolanie, z uwagi na swą gorliwość, przedsiębiorczość i roztropność. Umiera 11.11.1888r.w wieku 77 lat, pozostając do ostatnich dni życia Przełożoną Domu w Pawii. Domem tym zarządzała przez ponad 35 lat, spokojną, lecz gorliwą i niezwyciężoną aktywnością, z dyskrecją i ujmującą uprzejmością, które uczyniły ją lubianą i kochaną w życiu i po śmierci. Jeden z jej biografów tak napisał: czujne umysł i inteligencja, szczery i otwarty charakter, gorące i pełne troskliwości serce, mężna dusza, obdarzona poczuciem sprawiedliwości, roztropnością mocną wiarą, nadzieją i cnotą miłości. Z jej mocnej wiary wynikały: wytrwałość w przeciwnościach, wyrozumiałość wobec ludzkich słabości, szacunek i miłość do natury, słuszna bojaźń Boża, która sprawiała, iż s. Luigia unikała wszelkiej sytuacji niejasnej; wielkie zawierzenie Bogu "Pan jest niezwykle dobry, zawsze będę Mu ufać". Była odważna w podejmowaniu wielkich dzieł, ponieważ jej wzrok był zwrócony ku Bogu. Mówiła: "Pan zawsze mi towarzyszy swą łaską, zawsze mnie miłował i ja też Go kochałam". Kochała Boga z entuzjazmem, gorliwie i z czułością. Kochała swoje współsiostry mądrze, wymagając, ale jednocześnie dodając odwagi; "nie poddawajcie się smutkowi!... Błogosławione jesteście wy, młode: odwagi, odwagi!". Często pocieszała. Z upływem swych lat stała się bardzo tolerancyjna i częściej okazywała czułość. Wyróżniała ją też ogromna cierpliwość wobec wielu przeciwności, jak również i w znoszeniu trudnych charakterów. Potrafiła ufnie czekać, patrzeć na innych i rozumieć z miłością. Jej szczególnym powołaniem była misja rozpowszechnienia Zgromadzenia aż po dalekie lądy. Miała jednak czas i uwagę dla tych, którzy byli najbliżej: w Pawii wiele chłopców i dziewcząt poznało jej serce troskliwe serce matki. Dobro, jakie Luigia włożyła w edukację młodych chłopców i dziewcząt, przyczyniło się do tego, "by byli oni zdolni do uczciwej pracy, dobrze wynagrodzonej i aby dzięki temu mogli kochać szkołę, w której znaleźli chleb powszedni i pokarm duchowy". Od 1860r. do 1936r. z Pawii wyjechało na misje 258 kanosjańskich misjonarek.  
Więcej
Saint Josephine Bakhita (1869-1947) - the first canossian sister from Africa, named by saint John Paul II "the universal sister" The story of Bakhita begins in a village of Darfur, called Olgossa, near the Agilerei Mountain. The members of her family were united by great love and spontaneous solidarity. They belonged to the Dagiu' Tribe who have a great tradition for being peaceful and hardworking people. She was born the most probabaly around 1869 into this well-off family who owned vast plantations and numerous heads of cattle. She had a lovely family: three boys and three girls, two of whom were twins. Bakhita was about five years old when, one afternoon her mother brought her to the fields. Only the eldest daughter and her twin sister remained at home. The eldest was preparing the supper while the little one jumped about like an elf. There was an atmosphere of peace and serenity throughout the village. A SHOUT SHATTERS THE SILENCE Suddenly the shout of alarm and terror interrupped the rhythmic thump of the hammers in the mortars and the happy voices of the children running about among the huts. "The slave traders! The slave traders!" Everyone in the village tried to find an escape. Bakhita's little sister clung instinctively to her eldest sister who struggled free with a rapid move and hid her behind a riuned hut and then tried to save herself by running away. However, she had only gone a few steps when wild and violent men jumped on her as quick as lightning. They bound her wrists behind her back and led her away together with other young men and women whom they had surprised in the houses and nearby fields. The beloved firstborn daughter of this respected family was lost forever.. For the whole of her life Bakhita would repeat: "how much my mother cried and how much we did, too". KIDNAPPING OF BAKHITA Two years passed after that unforgettable afternoon. The twins had now turned eight. One day Bakhita left the village with a friend. They were going to a big field which was really green at that season. All of a sudden they fell silent. Two armed strangers appeared from nowhere and were walking towards them. Surprised and frightened they clung to each other as though they were trying to protect each other. The two men were now close. As they approached the children the first one smiled and said kindly, "don't be afraid", while the other one accompanied the words with inviting gestures. "One of them turned to my friend said, 'Let this little one run to fetch a parcel for me from over there near those bushes. You can go on your way and she will catch up with you immediately'. Bakhita hastened to obey and ran to search around the bushes at the edge of the forest, but... there was no parcel in sight. She was still intent on her search when she was roughly grabbed by the shoulders. Bakhita relates: "I was petrified with fear. I trembled from head to foot and tried to shout out, but a lump in my troat prevented me". 'If you shout you are dead', threatened one of them taking a knife menacingly from his belt. The other one urged me to walk quickly while he pointed the barrel of his gun at my back". The forced walk lasted all night. When they arrived at a camp the two men finally stopped. There were cucumbers there, so they picked some and split them with their knives. As they sat in front of their victim, they threw her a piece to eat, but the child could eat nothing. Sobbing all the time she turned one from one to the ither asking for mercy. The two exchanged meaningful looks and then said: "What shall we call this child?". "Let's call her Bakhita" suggested the other and added: "Bakhita is a beautiful name: it will bring you luck". So the kidnappers as a joke called her "Bakhita" what means in arabic "happy - lucky woman". IN PRISON At sunrise, the two men, with Bakhita, who was now a slave, reached their village and put her into a hut full of tools and scarp iron and locked the door. Bakhita relates: "What a suffered in that place can never be put into words. I only remember those hours of anguish and how, when I was wornout from crying, I fell exhausted on a mat in a light torpor in which my imagination took me far away to my loved ones. I saw my parents, brothers, sisters and I hugged them all, tenderly, telling them how they had kidnapped me and how much I had suffered"...  But alas, I awoke to the crude reality of that immense solitude and I was gripped by a sense of dismay; it was as if my heart were breaking". Her staying in that airless prison with very little light, lasted for more than a month. She was selt and reselt more times in the way to El Obeid and in Chartum, during the years of being slave she had known too well the anguishes of slavery that means continue moral and physical humiliations. Their proprietors  flogged her for nothing. The crudel remember of those years remained on her body the tattoo.   It was cut out wiht a razos on the body of slave and the fresh wounds strewed with the salt... The hope to the change of this tragic situation changed when the young slave Bakhita was bought by an italian console Callisto Legnani. For the first time of the kidnapping she had proved a human treatment. No more suffer  of the beating. On the contrary, in the house of Sir Legnani she enjoyed the people's goodness and the peacefullness of the surroundings. ITALY ON THE HORRIZON Two years went by and than everything was drusquely interrupted. The vice consul had, of necessity, to leave the capital immediately and return in Italy. When Bakhita found out, she felt un unbridled urge to see the country she had dreamed of so much: but how could she dare to ask the consul to take her with him? Bakhita's desire got the better of her, and she overcme her timidity and went to the consul to beg him to take her  to Italy. The consul couldn't manage to understand this strange desire which the little black girl had, now how she found the courage to keep insisting. She was usually so timid and compliant. In the end the consul agreed. After a long and dangerous journey across Sudan, the Red Sea, and the Mediterranean, they arrived in Italy. She was given away to another family of friend of consul, Augusto Michieli, as a gift and she served them as a nanny.   Her new family also had dealings in Sudan had when her mistress decided to travel to Sudan without Josephine, she placed her in the custody of the Canossian Sisters in Venice, together with her daughter Mimmina for whom Bakhita was not only the nanny but also the best friend. While Bakhita was in the custody of the sisters, she came to learn about God. According to Josephine, she had always known about God, who created all things, but she did not know who He was. The sisters answered her questions. She was deeply moved by her time with the sisters and discerned a call to follow Christ. When her mistress returned from Sudan, Josephine refused to leave. Her mistress spent three days trying to persuade her to leave the sisters, but Josephine remained steadfast. This caused the superior of the institute for baptismal candidates among the sisters to complain to Italian authorities on Josephine's behalf. The case went to court, and the court found that slavery had been outlawed in Sudan before Josephine was born, so she could not be lawfully made slave. She was declared free. For the first time in her life, Josephine was free and could choose what to do with her life. She chose to remain with the Canossian Sisters. She was baptized on January 9, 1890 and took the name Josephine Margaret and Fortunata. (Fortunata is the Latin translation for her Arabic name, Bakhita). She also received the sacraments of her first holy communion and confirmation on the same day. These three sacraments are the sacraments of initiation into the Church and were always given together in the early Church. The Archbishop who gave her the sacraments was none other than Giusseppe Sarto, the Cardinal Patriarch of Venice, who would later become Pope Pius X. Josephine took her final vows as a nun in the Institute of Canossian Daughters of Charity, on August 10, 1927.  In the same time became in fullness a spiritual daughter of saint Magdalene di Canossa. She was eventually assigned to a convent in Schio, Vicenza. For the next 42 years of her life, she worked as a cook and a doorkeeper at the convent. She also traveled and visited other convents telling her story to other sisters and preparing them for work in Africa. She was known for her gentle voice and smile. She was gentle and charismatic, and was often referred to lovingly as the "little brown sister" or honorably as the "black mother." When speaking of her enslavement, she often professed she would thank her kidnappers. For had she not been kidnapped, she might never have come to know Jesus Christ and entered His Church. During World War II, the people of the village of Schio regarded her as their protector. And although bombs fell on their village, not one citizen died. In her later years, she began to suffer physical pain and was forced to use a wheelchair. But she always remained cheerful. If anyone asked her how she was, she would reply, "As the master desires." On the evening of February 8, 1947, Josephine spoke her last words, "Our Lady, Our Lady!" She then died. Her body lay on display for three days afterwards. In 1958, the process of canonization began for Josephine under Pope John XXIII. On December 1st, 1978, Pope John Paul II declared her venerable. Sadly, the news of her beatification in 1992 was censored in Sudan. But just nine months later, Pope John Paul II visited Sudan and honored her publicly. He canonized her on October 1, 2000. Saint Josephine Bakhita is the patron saint of Sudan and her feast day is celebrated on February 8.                     Przez ponad pięćdziesiąt lat "czarna" siostra wykonywała różne prace w domu w Schio: była tam kucharką, praczką, szwaczką, zakrystianką i furtianką. Kiedy się oddała posłudze furtianki, jej czarne ręce głaskały głowy dzieci uczęszczających do szkoły kanosjańskiej. Jej ciepły głos o specyficznej dla Afrykańczyków modulacji, podobał się dzieciom, a ubogim i cierpiącym, którzy pukali do drzwi furty, dodawał otuchy. Jej pokora, prostota i ujmujący uśmiech na twarzy, zdobyły serca mieszkańców Schio, którzy mówili o niej: nasza ciemnoskóra matka. Współsiostry szanowały ją za jej niezmienną łagodność i słodycz, za serdeczną dobroć oraz głębokie pragnienie, by dać poznać Jezusa. Nadeszła starość, a z nią długa, bolesna choroba. Jednakże Bakhita wciąż świadczyła o wierze, dobroci i chrześcijańskiej nadziei. Temu, kto ją odwiedzał i pytał, jak się czuje, odpowiadała z uśmiechem "Tak, jak chce tego Pan Bóg". W momencie agonii jeszcze raz przeżywała straszliwe dni niewolnictwa i kilkakrotnie błagała pielęgniarkę, która była przy niej: "poszerz mi łańcuchy, są ciężkie!". To Najświętsza Maryja Panna wyzwoliła ją z udręk. Jej ostatnie słowa brzmiały: "Madonna! Madonna!", podczas, gdy jej uśmiech świadczył o spotkaniu z Matką Zbawiciela. Józefina Bakhita odeszła do Pana 8 lutego 1947r. w domu w Schio, otoczona wspólnotą, pogrążoną w płaczu i w modlitwie. Bardzo szybko pod domem zebrał się tłum ludzi, by po raz ostatni zobaczyć ich "świętą Matkę Czarnuszkę" oraz, by ją uprosić o wstawiennictwo w niebie. Proces kanonizacyjny rozpoczął się po niemal trzydziestu latach od jej śmierci a 1.12.1978r. Kościół ogłosił dekret o heroiczności jej cnót. Opatrzność Boża, która "troszczy się o polne kwiaty i o ptaki niebieskie", prowadziła tę niewolnicę poprzez niezliczone i nieopisane cierpienia, ku ludzkiej wolności i ku wolności w wierze, aż do poświęcenia całego życia Bogu dla Jego Królestwa. 17.05.1992r. Bakhita zostaje beatyfikowana przez Jana Pawła II, a 1.10.2000r. ogłoszona świętą. Calendar of life 1876... kidnapped, made a slaver and selt more times. 1882.... Selt the last time to italian consul Calisto Legnani. 1885.... Travel to Italy. Donated to August Michieli. 1888.... Residence in Venis in Katechumenacie założonym przez siostry kanosjanki. 1890.... 9 january: chrzest, bierzmowanie i pierwsza Komunia święta w Wenecji. 1893.... Nowicjuszka u kanosjanek - Wenecja. 1896.... pierwsza profesja zakonna - Werona. 1902.... przeniesienie do Schio. 1927.... 10 sierpnia: Profesja wieczysta - Mirano Veneto (VE). 1947.... 8 lutego, godz. 20.10 - święta śmierć w Schio ( 11 lutego - uroczystości pogrzebowe). 1978.... 10 grudnia: papież Jan Paweł II wydaje dekret o heroiczności cnót Sługi Bożej, Józefiny Bakhita. 1992.... 17 maja nieoficjalnie dotąd czczona Józefina Bakhita, na Placu św. Piotra w Rzymie zostaje ogłoszona błogosławioną. 2000.... 1 października: kanonizacja "siostry uniwersalnej"; Józefina Bakhita zostaje wpisana do albumu Świętych Jana Pawła II (święto liturgiczne przypada 8 lutego). Bakhita opowiada: "Dałam wszystko mojemu "Panu": On będzie się o mnie troszczył..." "0 Panie, gdybym mogła polecieć tam, ku moim rodakom i wszystkim głośno oznajmiać Twą dobroć: och, ileż dusz mogłabym tym zdobyć!" raniała jeszcze, zanim ją poznałam"  "Przyjęłam Chrzest święty z radością tak wielką, jaką tylko aniołowie mogliby opisać." "Nie jest pięknym to, co wydaje się piękniejsze, lecz to, czego pragnie Pan!" "Gdybym spotkała tych handlarzy niewolnikami, którzy mnie porwali, a także tych, którzy mnie torturowali, uklękłabym przed nimi i ucałowałabym im ręce, ponieważ gdyby się to wszystko nie wydarzyło, nie byłabym teraz ani chrześcijanką ani zakonnicą..." "Mogę rzeczywiście powiedzieć, że to, iż nie umarłam, jest cudem sprawionym przez Pana, który przeznaczył mnie do większych rzeczy.". "Gdy ktoś bardzo kogoś kocha, gorąco pragnie być blisko tej osoby: czemuż zatem tak bardzo boicie się śmierci? Śmierć wiedzie nas do Boga!" "Matka Boża mnie ochraniała jeszcze, zanim ją poznałam" "Pan bardzo mnie ukochał: trzeba byśmy wszystkich kochali... Konieczne jest współczucie oraz wybaczenie!" Ogromnie wielu ludzi ucieka się do wstawiennictwa św. Józefiny Bakhity, a Pan cieszy się udzielaniem swych łask przez wstawiennictwo tej pokornej córki Afryki. Św. Józefino Bakhito, módl się za cały świat i wyproś dla niego dar pokoju oraz radość służenia twemu "Panu" Modlitwa do Św. Bakhity    
Więcej