Mówiłam wam wiele razy, że nasze Zgromadzenie zostało założone wyłącznie dla służby ubogim. Dlatego im uboższe są dziewczęta, tym bardziej są naszymi gospodyniami, dlatego bądźmy dla nich dobre i traktujmy je z miłością.

st. Magdalena di Canossa
Święci i …

Św. Magdalena di Canossa

 

Świętą najbliżej związaną z naszym zakonem jest Św. Magdalena di Canossa o której biografii można poczytać w zakładce założycielka.

Warto również zapoznać się z … :

S. Erminia Cazzaniga 77-letnia kanosjanka z Włoch, mieszkała przez prawie 40 lat w Timorze Wschodnim. Szanowano ją jako mądrą przewodniczkę i doradczynię pokoleń sióstr i osób świeckich. Jedna z jej współsiostr po jej śmierci powiedziała, iż s. Erminia była najbliżej tych ludzi, pośród których siostry żyły. Właśnie dlatego oddała ona za nich swoje życie. "Zawsze bardzo pomagała nawet mojej rodzinie" powiedział proboszcz Martinho Gusmao. "Była przełożoną w Manatuto, mieście pomiędzy Baucau i stolicą Dili, gdy spotkałem ją po raz pierwszy. Odwiedzałem wioskę wraz z biskupem Belo i zatrzymaliśmy się u niej na kawę. S. Erminia kochana przez wszystkich za swą szczerość i poczucie humoru, śmiała się i żartowała z biskupa, pomimo, iż zajmował wysokie stanowisko i otrzymał pokojową nagrodę Nobla. Dla s. Erminii, która go znała od czasu, kiedy był młodym seminarzystą, ks. Biskup Belo był jednym z wielu znakomitych, obiecujących ludzi, którym pomagała wzrastać. Rola s. Erminii polegała przede wszystkim na tym - powiedział o. Martinho - by "dodawać odwagi ludziom dobrej woli". Owego dnia odczuwało się klimat wielkiego napięcia. S. Erminia dała nam do zrozumienia, że przemoc żołnierzy się wzmogła. Jednak nikt wtedy nie mógłby sobie wyobrazić, aby łagodna s. Erminia, w kilka miesięcy później 26 września 1999r., stała się jedną z ofiar tej przemocy. Owego feralnego dnia zostaje zabita wraz ze swą współsiostrą kanosjanką, w momencie dostarczania żywności uchodźcom ukrywającym się na wzgórzach. W swym ostatnim liście do ks. proboszcza napisała: "Drogi, księże proboszczu, na pewno już wiesz z wiadomości, iż znajdujemy się w stanie pełnej wojny... Grupy uformowane i podtrzymywane przez milicjantów atakują i niszczą kraj... Naszą misją dzisiaj jest nie tylko pomagać, jak mówi św. Paweł, ale płakać z tymi, którzy płaczą, podzielić się z tym, który jest w potrzebie i utwierdzać w nadziei i ufności ku Bogu Ojcu, który nie opuszcza swoich dzieci... Maryja, Matka Jezusa, i nasza, niech się wstawia i wyprosi u Syna cud jedności, pokoju i wzajemnej miłości". Przyłączmy się do s. Erminii, prosząc, przez krew wielu świadków wiary, by cały kraj odnalazł pojednanie, pokój i mądrość dialogu.
Więcej
Siostry Erminia Cazzaniga i Celeste de Carvalho - kanosjańskie męczennice Zamordowane niedaleko od stolicy kraju we wrześniu 1999r., w czasie zamieszek wybuchłych po referendum dotyczącym kwestii uniezależnienia się Timoru Wschodniego od Indonezji. Ciała zamordowanych były w takim stanie, że zdecydowano się na natychmiastowy pogrzeb. Odbył się w Los Palos, tam, gdzie zostały zabite. Rodzina s. Ermini Cazzaniga poprosiła, by jej ciało sprowadzić do Włoch. Podczas pogrzebu zamordowanych w Timorze Wschodnim sióstr Erminii i Celeste, trzech seminarzystów i czterech osób świeckich (młody student teologii, dwie osierocone dziewczynki, reporter pracujący dla japońskiej gazety), biskup Basilio Do Nascimento wypowiedział takie słowa: "Dlaczego zabili naszych ludzi? Nie wiemy. Oni byli tu, aby pomagać każdemu; oni nie byli naszymi wrogami". Obydwie siostry były pełnymi entuzjazmu wychowawczyniami ludzi młodych. Poświęcały im czas i uwagę nawet po skończonych zajęciach. Owego feralnego dnia siostry misjonarki były świadome niebezpieczeństwa, donosiły żywność oraz leki ludziom ukrywającym się w górach, którzy pozbawieni zostali wszelkich środków do życia. Na pamiątkę ich ofiary z życia, świadomie złożonej podczas dostarczania żywności ludziom ukrywającym się przed okrucieństwem bojówkarzy, otwarto w stolicy kraju, w Dili, centrum formacji o nazwie "Sprawiedliwość i Pokój". Celem jest twórcza praca nad pomnażaniem nowych miejsc pracy oraz budową nowych szkół i szpitali. Siostry Erminia i Celeste w 2000r. otrzymały ze strony fundacji "Path and Peace", pośmiertny tytuł "Servitores Pacis".    
Więcej
s. Dalisay Lazaga (1940-1971) - kanosjanka z Filipin W Balibago, dzielnicy miasta Santa Rosa na Filipinach, 17.03.1940r., przychodzi na świat Maria Dalisay Lazaga, córka Roque'a i Julii Alinsod, jako ostatnia z pięciorga dzieci. Ojciec zostaje zabity podczas okupacji japońskiej Filipin (1942-1945). Umiera również mama, gdy Dalisay ma 8 lat. Opiekę nad nią przejmuje jej starsza siostra, Teofila. 19.03. 1960r. Dalisay uzyskuje tytuł magistra w naukach edukacyjnych. Z nieopisaną radością przyjmuje dzień 10.04. 1962r., kiedy w San Paolo, zostaje zatrudniona jako nauczycielka i w tym samym czasie, jako aspirantka u Sióstr kanosjanek. Po ośmiu miesiącach wyjeżdża do Australii, do Oxley (Brisbane) i tam wstępuje do nowicjatu. 2.02.1966r. składa swe pierwsze śluby zakonne, składając przy tym osobiste postanowienia, których świadkiem jest Najświętsza Maryja Panna. Jej pierwsze zadanie w nauczaniu wypływa z głęboko pielęgnowanego powołania. Uczy w różnych szkołach zajmując odpowiedzialne stanowiska. Niepokojące jest jej fizyczne osłabienie, w wyniku którego w październiku 1970r. dostaje się do kliniki w Manili i poddana zostaje rozpoznawczym badaniom. Lekarze orzekają, że pacjentka znajduje się w bardzo zaawansowanym stadium choroby. Jej samej mówi się, że choroba jest poważna. Rak postępuje bezwzględnie, a podczas jednego z kryzysów, ona sama prosi o Sakrament Namaszczenia Chorych. W międzyczasie prawie nieustannie wielu z bliskich jej osób, znajomych i tych, wśród których posługiwała, okazuje jej szczerą wdzięczność. Dalisay nigdy dotąd nie wypowiedziała słowa "rak" i nie jest świadoma tego, że została nim dotknięta. Jej spowiednik, pragnący, by osiągnęła szczyty świętości, mówi jej o tym jasno. Dwie wielkie łzy napełniają jej oczy: "chciałam pracować jeszcze wiele w Zgromadzeniu., jednakże, dzięki, Ojcze, w ten sposób się przygotuję.". Jest 15. 01.1971r. Dalisay składa swe śluby wieczyste w Singian Clinic. Ostatnie 10 dni "zaświadczają" o cudach, jakie Pan sprawiał w tej duszy, nim wezwał ją do Siebie. Analizując swe życie wspomina Dalisay jak w dzień jej 30-tych urodzin ktoś w sposób żartobliwy powiedział jej te słowa: "już czas rozpocząć życie apostolskie!". Wówczas odpowiedziała: "Tak, tak, czuję, że dokładnie tak będzie.". Wokół niej oddycha się "rajskim powietrzem!", stwierdzają wszyscy ją odwiedzający. Wszystkich obdarowuje uśmiechem i krótkim przesłaniem, które od razu wnika w głębię serca. Na kilka dni przed śmiercią, która nadeszła 30.01.1971r., s. Dalisay, wymawiając po raz pierwszy słowo "rak", oświadcza, że jest szczęśliwa, ponieważ akceptując, cierpiąc i umierając z powodu tego raka, odczuwa, iż daje Zgromadzeniu to z siebie, co najlepsze. Słowo "rak", które powtarza czterokrotnie, ujawnia wysiłek jej heroicznego przekraczania siebie. Siostrze towarzyszącej jej w ostatnich chwilach powierza swój sekret, że oddała się Panu Bogu jako Ofiara za Zgromadzenie. Następnie wypowiada wzruszające słowa wdzięczności Jezusowi za dar powołania, bez którego nie doświadczyłaby piękna życia miłością dla Niego. Poleca współsiostrom, żeby utwierdzały powołanie u dziewcząt, gdyż jest to najpewniejszą drogą do osiągnięcia prawdziwego szczęścia. "Jezus jest dla mnie wszystkim" to pieśń wypływająca z serca s. Daliasy podczas jej niedługiego życia. Bazuje ona na jednej cnocie, na cnocie miłości, mieszczącej w sobie wszystkie inne cnoty. Świadectwo życia s. Dalisay jest drogocenną perłą dla Zgromadzenia i dla całego Kościoła. Może być wzorem dla tego, kto pragnie kroczyć śladami Chrystusa oraz św. Magdaleny di Canossa, by osiągnąć świętość nie jako coś dodatkowego, lecz jako obowiązek. Wszakże świętość jest celem, więc trzeba do niego dążyć z całym zaangażowaniem wszystkich swych sił i uzdolnień.
Więcej
s. Teresa Pera (1870-1938) - kanosjanka, sługa Boża przychodzi na świat w Turynie 19.02.1870r. Będąc jeszcze młodziutką dziewczynką, ujawnia szczególną czułość do ubogich i cierpiących, którym okazuje konkretne wyrazy pomocy. W wieku 25 lat wstępuje do Zgromadzenia Sióstr Kanosjanek. Jej wędrówka przez życie umiejscawia się pomiędzy Turynem a Mediolanem, jednakże pomiędzy te punkty geograficzne włącza się etap 32 lat życia na dalekim Wschodzie. Po kilkakrotnej prośbie wyjazdu na misje, 17.10.1900r. zostaje wysłana wraz z trzema współsiostrami do Hong Kongu. Dosyć szybko rozpoczyna swe "białe męczeństwo", powodowane rozwijającym się nowotworem gardła, trwającym przez niemal 20 lat aż do jej śmierci. Jako nauczycielka i Przełożona prowadzi lekcje w szkole i konferencje dla współsióstr. Jej dotknięte rakiem gardło sprawia niesamowity ból przy każdym słowie. To w tym kontekście jej cnoty dochodzą stopniowo do najwyższego stanu heroiczności. Udziela się wszystkim i we wszystkim z pełną podziwu dyspozycyjnością. Zadziwia swą pogodną dobrocią i delikatnością w słuchaniu problemów innych ludzi. Poprzez całe swe życie na różne sposoby udowadnia, że Chrystus jest jej jedynym wzorem. Upodabnia się do niego przez mężne znoszenie swych cierpień, nie pozwalając sobie na żadne przywileje, przynależące jej z powodu postępującego nowotworu. Aż do ostatnich dni życia wskazuje na Ukrzyżowanego, który nie cofnął się przed męką krzyża, by tylko dać poznać innym szaloną miłość Boga Ojca do każdej osoby ludzkiej.  
Więcej
s. Fernanda Riva (1920-1956) - "misjonarka radości", sługa Boża przychodzi na świat 17.04.1920r. w Monza we Włoszech. Gdy ma zaledwie 3 miesiące, umiera jej 33 letni ojciec, w wyniku komplikacji po przebytej operacji. Czwórką dzieci zajmuje się odtąd tylko matka. Półtora roku później umiera jedno z dzieci, malutka Erminia. Fernanda już od swego dzieciństwa ujawnia umiejętność odważnego przyjmowania choroby i cierpienia. Dzięki wierze swej matki osiąga wysoki poziom formacji chrześcijańskiej. Wzrasta z rosnącym pragnieniem poświęcenia się Bogu. W 1938r., uczestnicząc w ceremonii wręczenia Krzyża misyjnego grupie misjonarzy, odczuwa Boże wezwanie do misji. 19.03.1939r. wstępuje do kanosjańskiego Nowicjatu Misyjnego w Vimercate, a już 18 października tego samego roku zostaje posłana do stanu Belgaum w Indiach. Ma wówczas 19 lat i 6 miesięcy. W Indiach dopełnia formację nowicjacką oraz podejmuje studia. Zdobywa wysokie wykształcenie i w niedługim czasie jej polem działania staje się szkoła na peryferiach Bombaju, Mahim, z 2000 dziewcząt, pochodzących z różnych kast, mówiących różnymi językami i przesiąkniętych trudnymi do wykorzenienia przesądami. S. Fernanda szybko staje się osobą jednoczącą grono o tak kontrastujących ze sobą cechach. Z entuzjazmem podejmuje współpracę z dziewczętami, z rodzicami i z całymi rodzinami. Po zajęciach lekcyjnych poświęca swój wolny czas uczennicom mniej zdolnym i bardziej ubogim. Licznie uczęszczającym do szkoły wyznawczyniom religii hindi i islamu przedstawiała piękno moralności zapisanej w ich religii, i na tej bazie formowała dziewczęta do postawy uczciwości i szacunku wobec każdego człowieka. W wieku 30 lat życia zostaje dyrektorką Uniwersytetu w Alleppey w stanie Kerala. Obdarzona ogromnymi zdolnościami intelektualnymi, z wielką łatwością prowadzi zarządzanie szkołą, uposażając ją w pomoce naukowe i w bibliotekę. Jednocześnie bez reszty poświęca swe naturalne dary oraz wykształcenie, do integralnej formacji osobowej każdej ze swych uczennic. Z mądrą łagodnością prowadzi je ku pełnej dojrzałości ludzkiej i chrześcijańskiej. Dla poszerzenia zasięgu działań wychowawczych nauczała jednocześnie wybrane nauczycielki, przekazując im uniwersalne wartości ewangeliczne. Pomimo wielu darów, jakie posiadała, nigdy nie okazała nawet cienia dumy. Wychowawcy i nauczyciele byli pod wrażeniem jej ogromnej pokory, przebijającej z jej posługi innym. Bardzo uzdolniona, a zawsze otwarta, w postawie słuchania, gotowa uczyć się od innych. Z równą łatwością potrafi przebywać z ludźmi światłymi, jak i z niewykształconymi. Szybko zaczyna być nazywana "misjonarką radości"; pełna radości wewnętrznej pochodzącej od Boga, "zaraża" nią wszystkich, którzy ją spotykają. Współsiostry poświadczały o jej wszechobecnym optymizmie ujawniającym się w pracy, we wzajemnych relacjach, a nawet w akceptacji własnych ograniczeń. Postępująca od 1850r. choroba nowotworowa, ujawnia jej heroizm w godnym znoszeniu cierpienia. Umiera w opinii świętości 22.01.1956 r., w wieku 36 lat. Od młodości wyróżniała ją nadzwyczajna radość. Czerpała ją z rosnącej świadomości obecności miłującego Boga. Poruszona słowami św. Pawła Apostoła: "Pan tych miłuje, kto daje z radością (2 Kor 9,7)", pisząc o miłości ku bliźnim wyznacza sobie normę: "Uśmiechaj się; spraw, aby druga osoba czuła się doceniona i czyń to z całą szczerością serca". O relacji do Boga pisała: "Prawdziwa miłość ku Bogu rodzi gorliwość o dusze i o Chwałę Bożą". Zdolna do autentycznej miłości ma wyznaczony cel: naśladowanie oraz uczenie naśladowania Jezusa Chrystusa. W jej zapiskach duchowych czytamy m.in.: "Udziel mi, Panie, łaski takiego naśladowania Cię, abym się mogła stać drugim Chrystusem, drugim Chrystusem Ukrzyżowanym". Myślą zamykającą jej wewnętrzne postanowienia, są słowa: "Pamiętaj, że twoje dni wszystkie są policzone oraz, że czas zmarnowany to czas utracony na zawsze".
Więcej
s. Emily Aloysia Bowring (1833- 1870) - córka gubernatora Hong Kongu, powołana jako pierwsza kanosjanka z misji w Hong Kongu córka Marii i Johna Bowring, protestanckiego małżeństwa, urodzona w Londynie. Ojciec stał się później sławnym, czwartym z kolei gubernatorem Hong Kongu. Rodzina liczy 8 rodzeństwa. Pomimo silnych tradycji protestanckich każde z dzieci obiera drogę przeciwną. Pośród różnorodności wyborów jedno jest dla nich wspólne: głębokie dążenie ku religijności, żywo w owych czasach podsycanej Ruchem Oxfordzkim. Ku rozczarowaniu głowy rodziny dzieci odłączają się od unitaryjskiej, tradycyjnej wiary, by przejść do innej sekty protestanckiej, czy wręcz do Kościoła katolickiego. Pierwsi czterej bracia przeszli na anglikanizm; pierworodna Maria wstąpiła do anglikańskiego klasztoru. Szósty syn, Charles, był pierwszym, który śmiało się zwrócił w stronę katolicyzmu. Ostatni stanie się protoplastą linii katolickiej rodu Bowringów. Przejście na katolicyzm szóstego syna, Charles'a, zasługuje na szczególną wzmiankę. W 1848r. jako 20 letni chłopak studiuje na Uniwersytecie w Cambridge. Angażuje się w Ruch Oxfordzki, ten, sam, który przyprowadził Newmana i setki innych protestantów do Kościoła katolickiego. Oświecony dziełami św. Atanazego postanawia przyjąć chrzest święty, a w 1850r. wstępuje do Towarzystwa Jezusowego, obierając sobie imię Alois. 18.09. 1858r. przyjmuje święcenia prezbiteratu, a cztery dni później zapada na ostre zapalenie trzustki, które dwa miesiące później kończy się śmiertelnym zejściem. Charles był w pełni świadom postępującej choroby, zapytany o samopoczucie odpowiadał: "Bogu niech będą dzięki za to, że dopuścił na mnie te cierpienia". Umierał w wieku 29 lat. Jego ciało spoczywa w krypcie kościoła św. Ignacego w Rzymie. Emily, od dziecka wychowywana przez bardzo wykształconego ojca, nauczyła się czytać po francusku, włosku i po łacinie. Orientowała się dobrze w literaturze angielskiej, w muzyce, a także w historii.. W wieku 19 lat otrzymuje dar wiary, dzięki swemu bratu Charlesowi Algernon. W 1853r. z wielką radością a zarazem świadomością czekających ją trudności, przyjmuje sakrament chrztu św. już trzeci z kolei) oraz Komunię św. w Kościele katolickim. Ojciec, w obawie, że córka podejmie decyzję wstąpienia do klasztoru, postanawia ją zabrać wraz z żoną do Hong Kongu. We trójkę docierają na miejsce 12.04. 1854r. Dokładnie 12 kwietnia, z tym, ze sześć lat później, docierają do Hong Kongu pierwsze siostry kanosjanki. Rodzina Bowringów W wyniku komplikacji po spożyciu zatrutego chleba (było to zamierzone i dotknęło sporej części mieszkańców regionu) matka powraca wraz z Emily do Londynu, by ratować życie. Umiera jednak 27.09. 1858r. Po pogrzebie matki, córka powraca do Hong Kongu, by dodać otuchy wstrząśniętemu ojcu. Po niedługim czasie sir Bowring podaje się do dymisji, nie widząc sensu życia w tym kraju bez ukochanej żony. Decyzja powrotu do Europy realizuje się 5.05. 1859r.: John Bowring wsiadał na statek z jedną spośród córek, z Marią. Z głębokim cierpieniem patrzył na stojącą na lądzie Emily, zdecydowaną pozostać w kolonii. Ona już wtedy wiedziała, że do kraju dopływają statkiem misjonarki z Europy; zamierzała się do nich przyłączyć, gdyż od dawna pragnęła bez reszty poświęcić swoje życie Bogu ( o przyjeździe włoskich sióstr dowiedziała się od Ojców z S. Calogero z Mediolanu, którzy obecnie są znani jako Ojcowie P.I.M.E.). Obawy ojca, że definitywnie utraci swą córkę, namacalnie się dopełniały. Dotąd oddana Emily po raz pierwszy sprzeciwiła się ojcu i to w tak bolesnym dla niego doświadczeniu śmierci ukochanej małżonki. Historyczne spotkanie z siostrami, na które czekała Emily, miało miejsce 12.04. 1860r. Emily upada na kolana i płacząc całuje ręce młodej przełożonej. Przyłącza się do nich i w ich ciasnym, wynajętym lokalu godzinami z nimi rozmawia, by poznać ich normy życia zakonnego. Po 16-stu dniach zostaje postulantką, a trzy dni później, w nowo otwartej szkole kanosjańskiej, zostaje kierowniczką. Jeszcze przed wstąpieniem s. Cepis pisze o Emily w liście do przełożonych w Wenecji: "Nie zważa na swe wysokie pochodzenie ani na swe zdolności. Dobra w haftowaniu i rysowaniu, gra na pianinie i zna różne języki. A mimo to ma w sobie pokorę, jakiej nie sposób wyrazić". Poźniejsza korespondencja potwierdza zalety przyszłej nowicjuszki: "Dnia św. Józefa otrzymałyśmy wspaniałą córkę Gubernatora - Aloysię Bowring. Gdybyście ją widziały, zadziwiłybyście się, jaka pokora i jakie posłuszeństwo, nie zważanie na siebie i na własne sprawy, godna podziwu. Kiedy może się zająć najskromniejszymi pracami domowymi, jest bardzo radosna. W dziełach miłości patrzenie na nią to sama przyjemność: wydaje się być wychowana od lat jako Córka Miłości". Kanosjanki, z którymi zdecydowała się prowadzić życie służby, były świątobliwe. Nie posiadały jednak takiego jak ona wykształcenia. Ona, mimo tych różnic, przyjmowała wszystko z zadziwiającym spokojem. 10 maja, w niespełna 18 dni od przybycia sióstr kanosjanek do Hong Kongu, otwierają one pierwszą szkołę. "dla tych, które pragną, ale szczególnie dla ubogich". Już pierwszego dnia 36 dziewcząt, "wszystkie z ogromną niewiedzą o życiu religijnym". Były wśród nich Chinki, Angielki, Malezyjki i Portugalki. Aloysia będąca członkinią wspólnoty tylko od dwóch dni, przyjmuje na siebie cały ciężar nauczania. Poprzez swe wypowiedzi dotyczące Boga od razu zjednywa sobie sympatię dziewczynek. Dla niej szkoła rozpoczyna się godzinę wcześniej, a kończy godzinę później, by uczyć angielskiego swych sióstr, niecierpliwych, by stać się zdolnymi do apostołowania. Aloysia pomimo wielu zajęć znajdowała czas na naukę włoskiego: "by lepiej rozumieć ducha założycielki, wyrażonego w Regułach". Owocem tej pracy jest osobiście przez nią napisany już w listopadzie, list - prośba o przyjęcie do nowicjatu. Aloysia napisała w swoim notatniku: "Oh! Jakże bardzo pragnę być cała Jemu poświęcona, poprzez śluby zakonne: oby cały ten czas, jaki mi pozostał, był prawdziwym przygotowaniem do owego dnia!". 26.09.1862r. to pragnienie staje się faktem: Aloysia składa wieczystą profesję zakonną. Tego samego dnia, niejako by dać znak dobrotliwości, Bóg obdarzył wspólnotę dwoma nowymi nowicjuszkami z PortugaliiL Angeliką Barretto i Carlottą Giuditta. Na dwa dni wcześniej inny dar: przybycie dwóch sióstr w Włoch. Święto było pełne. Aloysia towarzyszyła protestanckim żonom brytyjskich żołnierzy w Hong Kongu; odwiedzała te chore, apostołując przy tym. O przyjacielskich relacjach świadczą listy niektórych spośród protestanckich kobiet, pełnych wdzięczności za okazane im serce. Podczas epidemii cholery wiele podopiecznych zmarło. Siostry nie szczędziły sił, by nieść ulgę cierpiącym. także Aloysia pokazała postawa siłę swego ducha: w nocy czuwała, a w dzień pracowała, jakby nic się nie stało. 20.08.1870r. przyszła kolej na Aloysię. Siostry wspominały ostatnie chwile jej życia, gdy prosiła, żeby pozwoliły jej odejść, by nie prosiły o zdrowie dla niej: Pozwólcie mi odejść!" Pośród ostatnich swych słów, pamiętając o swych wychowankach, powiedziała: "Och! gdyby doświadczyły, kto jest życiem, bogactwem, honorem. Biedne córki! Ileż dróg musza one przemierzyć, szczególnie w tych krajach!... tylko Pan Bóg jest drogą, prawdą i życiem". S. Aloysia wydała swe ostatnie tchnienie 20. 08. 1870r., w święto Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. Miała 37 lat, z których 10 przeżyła jako Córka Miłości.
Więcej
s. Luigia Grassi (1811-1888) - promotorka misji kanosjańskich "ad gentes" Przychodzi na świat 7.09.1811r. w Borgo San Lorenzo w Mediolanie. W szkole prowadzonej przez siostry kanosjanki zdobywa wykształcenie nauczycielki. Poruszona wezwaniem Bożym wstępuje 31.12.1833r. do nowicjatu kanosjańskiego. Profesja zakonna: 15.09.1835r. Wspomina się z tego okresu życia pamiętne dla niej doświadczenie. Kiedy jej nauczycielka, s. Margherita Crespi napisała w jej książeczce ćwiczeń: "Luigina, nasz Pan chce, abyś była świętą". Te słowa zapadły jej głęboko w serce. Czytała je wiele razy i często je sobie zapisywała. Pewnego dnia, przechodząc blisko kościoła, w powodzi łez, nie w pełni świadomie, uczyniła ofiarę ze swego życia,. 29.09 1852r. zostaje Przełożoną nowo otwartej wspólnoty w Pawii. Wspólnota prowadzi szkołę podstawową, zawodową, ponadto rekolekcje duchowne oraz katechezę dla wszystkich kategorii osób. W 1855r. Podczas epidemii cholery wszystkie siostry angażują się w pomoc dotkniętym chorobą. W rok po epidemii s. Luigia otwiera dom dla Głuchoniemych. Kiedy Monsignor Angelo Ramazzotti przedstawił ją Marghericie Crespi, Przełożonej domu w Mediolanie, w celu uproszenia kilku sióstr kanosjanek dla Pavii, Luigia nie zawahała się i odpowiedziała, iż jest gotowa słuchać. Spytana o to, co myślałaby Magdalena o takim przedsięwzięciu, szeroko rozpostarła ramiona, jakby chciała objąć nimi wszystkich, i powiedziała: "Co byłaby uczyniła? Ta, która miała serce płonące miłością ku swym bliźnim, nie tylko posłałaby siostry, lecz pojechałaby osobiście! Zatem wyjeżdżaj. Bóg ciebie wzywa, Bóg pragnie ciebie i ci błogosławi!" 27 lutego, z inicjatywy s. Luigii Grassi (wzbudzonej przez mons. Ramazzotti), pierwsze kanosjanki wyruszają na misję do Hong Kongu. W ten sposób Dom w Pawii stał się miejscem formacji dla misji zagranicznych. S. Luigia pragnęła osobiście wyjechać na misje. Pewnej nocy usłyszała we śnie słowa: "teraz twoja kolej". Zrozumiała to jako specjalne posłanie od Boga. Czytamy we wspomnieniach o s. Luigii: "Podczas tego bardziej intensywnego okresu życia duchowego, wydawało się jej, że pewnej nocy zobaczyła Jezusa Ukrzyżowanego na ścianie naprzeciw swego łóżka, który znajdował się w stanie ogromnego cierpienia... Usłyszała taki głos: "teraz twoja kolej, teraz twoja kolej". S. Luigia pomimo wielkiego pragnienia nigdy nie wyjechała na misje. Jej zadaniem okazało się trwanie na miejscu i przygotowywanie nowych sióstr do zadań misyjnych. Od 1860r. aż do roku swej śmierci zorganizowała 18 misyjnych wypraw. Jej działania misyjne, poza niezwykle gorliwą pracą na rzecz misji, to także katechizowanie dzieci, uczenie głuchoniemych, kształcenie nauczycielek wiejskich... Na miejscu nadrzędnym stawiała s. Luigia formację wspólnoty. S. Luigia, zostaje wybrana do ważnej funkcji w Zgromadzeniu, we wspólnocie w Mediolanie, z uwagi na swą gorliwość, przedsiębiorczość i roztropność. Umiera 11.11.1888r.w wieku 77 lat, pozostając do ostatnich dni życia Przełożoną Domu w Pawii. Domem tym zarządzała przez ponad 35 lat, spokojną, lecz gorliwą i niezwyciężoną aktywnością, z dyskrecją i ujmującą uprzejmością, które uczyniły ją lubianą i kochaną w życiu i po śmierci. Jeden z jej biografów tak napisał: czujne umysł i inteligencja, szczery i otwarty charakter, gorące i pełne troskliwości serce, mężna dusza, obdarzona poczuciem sprawiedliwości, roztropnością mocną wiarą, nadzieją i cnotą miłości. Z jej mocnej wiary wynikały: wytrwałość w przeciwnościach, wyrozumiałość wobec ludzkich słabości, szacunek i miłość do natury, słuszna bojaźń Boża, która sprawiała, iż s. Luigia unikała wszelkiej sytuacji niejasnej; wielkie zawierzenie Bogu "Pan jest niezwykle dobry, zawsze będę Mu ufać". Była odważna w podejmowaniu wielkich dzieł, ponieważ jej wzrok był zwrócony ku Bogu. Mówiła: "Pan zawsze mi towarzyszy swą łaską, zawsze mnie miłował i ja też Go kochałam". Kochała Boga z entuzjazmem, gorliwie i z czułością. Kochała swoje współsiostry mądrze, wymagając, ale jednocześnie dodając odwagi; "nie poddawajcie się smutkowi!... Błogosławione jesteście wy, młode: odwagi, odwagi!". Często pocieszała. Z upływem swych lat stała się bardzo tolerancyjna i częściej okazywała czułość. Wyróżniała ją też ogromna cierpliwość wobec wielu przeciwności, jak również i w znoszeniu trudnych charakterów. Potrafiła ufnie czekać, patrzeć na innych i rozumieć z miłością. Jej szczególnym powołaniem była misja rozpowszechnienia Zgromadzenia aż po dalekie lądy. Miała jednak czas i uwagę dla tych, którzy byli najbliżej: w Pawii wiele chłopców i dziewcząt poznało jej serce troskliwe serce matki. Dobro, jakie Luigia włożyła w edukację młodych chłopców i dziewcząt, przyczyniło się do tego, "by byli oni zdolni do uczciwej pracy, dobrze wynagrodzonej i aby dzięki temu mogli kochać szkołę, w której znaleźli chleb powszedni i pokarm duchowy". Od 1860r. do 1936r. z Pawii wyjechało na misje 258 kanosjańskich misjonarek.  
Więcej
Św. Józefina Bakhita (1869-1947) - pierwsza kanosjanka z Afryki, nazwana przez Jana Pawła II "siostrą uniwersalną" Urodziła się w najprawdopodobniej 1869r. Imię "Bakhita" nie jest imieniem nadanym jej przez rodziców. Kiedy miała siedem lat, arabscy handlarze porwali ją z domu rodzinnego i sprzedali do niewoli. Mała Sudanka doznała takiego szoku, że zapomniała nawet własnego imienia. Przerażenie doznane w dniu, gdy ją porwano spowodowało częściową utratę pamięci. Młodziutka dziewczynka zapomniała nawet swojego imienia, dlatego porywacze nadali jej nowe imię wołając na nią szyderczo: Bakhita, co po arabsku znaczy "szczęśliwa". Kilkakrotnie sprzedawana i odsprzedawana w drodze ku El Obeid i w Chartumie, w ciągu 10 lat doświadczenia udręki niewolnictwa poznała, czym są upokorzenia fizyczne i moralne. Właściciele chłostali ją za najmniejsze przewinienia. Okrutną pamiątką z niewoli pozostał tatuaż. Wycinano go brzytwą na ciele niewolnic, a świeże rany zasypywano solą. Ofiary mdlały z bólu. Nadzieja na odmianę losu pojawiła się chwilą, gdy młodą niewolnicę zakupił w Chartumie włoski konsul Callisto Legnani. Bakhita po raz pierwszy od dnia porwania doświadczyła, że ktoś traktuje ją po ludzku. Spostrzega wówczas z ulgą, że nikt z tych, co jej rozkazują, nie używa bicza. Co więcej, traktuje się ją teraz z ujmującą serdecznością. W domu pana Legnani Bakhita poznała spokój, życzliwość i chwile radości, mimo iż stale tęskniła za własną, na zawsze utraconą rodziną. Kiedy konsula odwołano z Sudanu z powodu trudnej sytuacji politycznej, Bakhita wraz z nim trafiła do Włoch. Na jej prośbę konsul zabrał ze sobą też innego Sudańczyka, którego wykupił z niewolnictwa. Bakhita zamieszkała w okolicach Wenecji. Kiedy państwu Lagnani rodzi się córka Mimmina, Bakhita staje się jej niańką i przyjaciółką. Na czas wyjazdu służbowego - za namową ich administratora, Illuminato Checchini - powierzyli Bakhitę Siostrom Kanosjankom w Instytucie Katechumenatu w Wenecji. W międzyczasie Mimmina i Bakhita zostały powierzone siostrom kanosjankom. To tutaj ta młoda Afrykanka prosi o pomoc w poznaniu tego Boga, którego od dziecka "odczuwała w sercu nie wiedząc, kim On jest". Po kilku miesiącach katechumenatu, W wieku 21 lat, 9.01.1890r. przyjmuje sakramenty inicjacji chrześcijańskiej: chrzest, bierzmowanie i Eucharystię, a także nowe imię, Józefina. Tego dnia nie wiedziała jak wyrazić swoją radość. Jej wielkie i wyraziste oczy błyszczały ujawniając intensywne wzruszenie. Widziano jak często całowała chrzcielnicę i mówiła: "tutaj stałam się córką Boga!" Kiedy pani Michieli wróciła z Afryki, aby zabrać córkę i Bakhitę, ta ostatnia, zdecydowanie i niezwykle odważnie, okazała wolę pozostania oraz służenia temu Bogu, który okazał jej wiele dowodów swojej miłości. Jako osoba pełnoletnia, ta młoda Afrykanka mogła się cieszyć wolnością działania, zapewnioną przez prawo włoskie. Bakhita pozostała w katechumenacie, gdzie stopniowo rozpoznawała swoje powołanie do życia zakonnego, całkowicie oddanego Panu Bogu. 8 grudnia 1896 r. Józefina Bakhita złożyła śluby zakonne, a 10.08.1927r profesję wieczystą. Zostaje konsekrowana na zawsze swemu Bogu, którego wzywała słodkim wyrażeniem: "mój Pan!". Przez wieczystą profesję zakonną stała się w pełni duchową córką św. Magdaleny di Canossa. Przez ponad pięćdziesiąt lat "czarna" siostra wykonywała różne prace w domu w Schio: była tam kucharką, praczką, szwaczką, zakrystianką i furtianką. Kiedy się oddała posłudze furtianki, jej czarne ręce głaskały głowy dzieci uczęszczających do szkoły kanosjańskiej. Jej ciepły głos o specyficznej dla Afrykańczyków modulacji, podobał się dzieciom, a ubogim i cierpiącym, którzy pukali do drzwi furty, dodawał otuchy. Jej pokora, prostota i ujmujący uśmiech na twarzy, zdobyły serca mieszkańców Schio, którzy mówili o niej: nasza ciemnoskóra matka. Współsiostry szanowały ją za jej niezmienną łagodność i słodycz, za serdeczną dobroć oraz głębokie pragnienie, by dać poznać Jezusa. Nadeszła starość, a z nią długa, bolesna choroba. Jednakże Bakhita wciąż świadczyła o wierze, dobroci i chrześcijańskiej nadziei. Temu, kto ją odwiedzał i pytał, jak się czuje, odpowiadała z uśmiechem "Tak, jak chce tego Pan Bóg". W momencie agonii jeszcze raz przeżywała straszliwe dni niewolnictwa i kilkakrotnie błagała pielęgniarkę, która była przy niej: "poszerz mi łańcuchy, są ciężkie!". To Najświętsza Maryja Panna wyzwoliła ją z udręk. Jej ostatnie słowa brzmiały: "Madonna! Madonna!", podczas, gdy jej uśmiech świadczył o spotkaniu z Matką Zbawiciela. Józefina Bakhita odeszła do Pana 8 lutego 1947r. w domu w Schio, otoczona wspólnotą, pogrążoną w płaczu i w modlitwie. Bardzo szybko pod domem zebrał się tłum ludzi, by po raz ostatni zobaczyć ich "świętą Matkę Czarnuszkę" oraz, by ją uprosić o wstawiennictwo w niebie. Proces kanonizacyjny rozpoczął się po niemal trzydziestu latach od jej śmierci a 1.12.1978r. Kościół ogłosił dekret o heroiczności jej cnót. Opatrzność Boża, która "troszczy się o polne kwiaty i o ptaki niebieskie", prowadziła tę niewolnicę poprzez niezliczone i nieopisane cierpienia, ku ludzkiej wolności i ku wolności w wierze, aż do poświęcenia całego życia Bogu dla Jego Królestwa. 17.05.1992r. Bakhita zostaje beatyfikowana przez Jana Pawła II, a 1.10.2000r. ogłoszona świętą. Kalendarium życia 1876.... Porwana, uczyniona niewolnicą i kilkakrotnie sprzedana. 1882.... Sprzedana konsulowi włoskiemu Calisto Legnani. 1885.... Podróż do Włoch. Podarowana Augustowi Michieli. 1888.... Goszczona w Wenecji przy Katechumenacie założonym przez siostry kanosjanki. 1890.... 9 stycznia: chrzest, bierzmowanie i pierwsza Komunia święta w Wenecji. 1893.... Nowicjuszka u kanosjanek - Wenecja. 1896.... pierwsza profesja zakonna - Werona. 1902.... przeniesienie do Schio. 1927.... 10 sierpnia: Profesja wieczysta - Mirano Veneto (VE). 1947.... 8 lutego, godz. 20.10 - święta śmierć w Schio ( 11 lutego - uroczystości pogrzebowe). 1978.... 10 grudnia: papież Jan Paweł II wydaje dekret o heroiczności cnót Sługi Bożej, Józefiny Bakhita. 1992.... 17 maja nieoficjalnie dotąd czczona Józefina Bakhita, na Placu św. Piotra w Rzymie zostaje ogłoszona błogosławioną. 2000.... 1 października: kanonizacja "siostry uniwersalnej"; Józefina Bakhita zostaje wpisana do albumu Świętych Jana Pawła II (święto liturgiczne przypada 8 lutego). Bakhita opowiada: "Dałam wszystko mojemu "Panu": On będzie się o mnie troszczył..." "0 Panie, gdybym mogła polecieć tam, ku moim rodakom i wszystkim głośno oznajmiać Twą dobroć: och, ileż dusz mogłabym tym zdobyć!" raniała jeszcze, zanim ją poznałam"  "Przyjęłam Chrzest święty z radością tak wielką, jaką tylko aniołowie mogliby opisać." "Nie jest pięknym to, co wydaje się piękniejsze, lecz to, czego pragnie Pan!" "Gdybym spotkała tych handlarzy niewolnikami, którzy mnie porwali, a także tych, którzy mnie torturowali, uklękłabym przed nimi i ucałowałabym im ręce, ponieważ gdyby się to wszystko nie wydarzyło, nie byłabym teraz ani chrześcijanką ani zakonnicą..." "Mogę rzeczywiście powiedzieć, że to, iż nie umarłam, jest cudem sprawionym przez Pana, który przeznaczył mnie do większych rzeczy.". "Gdy ktoś bardzo kogoś kocha, gorąco pragnie być blisko tej osoby: czemuż zatem tak bardzo boicie się śmierci? Śmierć wiedzie nas do Boga!" "Matka Boża mnie ochraniała jeszcze, zanim ją poznałam" "Pan bardzo mnie ukochał: trzeba byśmy wszystkich kochali... Konieczne jest współczucie oraz wybaczenie!" Ogromnie wielu ludzi ucieka się do wstawiennictwa św. Józefiny Bakhity, a Pan cieszy się udzielaniem swych łask przez wstawiennictwo tej pokornej córki Afryki. Św. Józefino Bakhito, módl się za cały świat i wyproś dla niego dar pokoju oraz radość służenia twemu "Panu" Modlitwa do Św. Bakhity    
Więcej